Stanowczym tonem zostałam poproszona o zajęcie miejsca w skórzanym fotelu
naprzeciwko doktorka.
Siedział sztywno niczym
zamarznięty swoją własną zimnotą i bacznie mi się przyglądał. Na biurku nie
było żadnego monitora, a jednak wydawało mi się, że obserwował mnie również w pączkarni.
Starałam się uspokoić, ale miałam bardzo dużo pytań i trudno było mi trzymać
język za zębami. Założyłam nogę na nogę i pogładziłam dżinsy, a potem
poprawiłam koszulkę. Rozsiadłam się wygodniej bo doktorek się nie spieszył, a
dopiero po chwili zaczął mówić.