Lubię koty.
Ten
kot jednak chyba nie chciał żeby go pogłaskać, bo kiedy zeskoczył z daszku i
się do nas zbliżył, to usiadł trzy metry ode mnie. Nie spuszczałam z niego
wzroku i już nawet nie słuchałam tego co mówił Piotrek tylko starałam się
rozgryźć o co temu zwierzęciu (o ile w ogóle nim jest) może chodzić i czym
jest. Jego złota grzywa falowała lekko jakby materia wokół była czymś gęstym
niczym woda, a nie tylko zwykłym powietrzem. Miał jasne futro, coraz
ciemniejsze im dalej od pyska, a prawie czarne na końcu ogona. Oczy koloru
nieba wbijał we mnie jak dwa urocze gwoździe przeszywając serce nieprzyjemnym
uczuciem.