Minął jakiś czas i zrobiło się
znowu spokojniej.
Oczywiście o ile może się zrobić
spokojniej w takim życiu jak moje. Trudno, sprawy często mi się komplikują, ale
co tam, będzie lepiej. To chyba był czwartek, nie ogarniam który miesiąc,
ogólnie czasu już nie jarzę. Było ciepło, więc powiedzmy, że zrobił się już
kwiecień. Siedziałam sobie na korytarzu przed drzwiami do gabinetu Hanselhoffa.
Ktoś wreszcie wpadł na ten genialny pomysł, żeby ustawić tam krzesło, więc z
chęcią z niego skorzystałam. Przemyśliwałam minione chwile na zadaniach dla
doktorka i jakoś mi ten bilans za dobrze nie wypadł, ale słabo też nie było.
Zaliczyłam trzy łatwe dille towaru, jeden grubszy przemyt, lekką bójkę i trochę
paprania się w kolorowych ciuszkach, bo w końcu udawać siebie nie mogłam.
Zresztą co tu dużo mówić, fajnie było. Ciekawe co dalej…