Dodatki na bloga

6/03/2016

10 Łysy



Stałam za samochodem obserwując.
Wiedziałam o czym myślał mój partner. Dzwonić do Hanselhoffa, czy nie? Może nie trzeba się przejmować, w końcu to tylko jeden dodatkowy człowiek w obstawie… A może właśnie aż jeden.

                Gangsta powoli sięgnął dłonią do wewnętrznej kieszeni w marynarce. Widziałam jak dwóm gorylom z tyłu drgają ręce i zwężają się oczka. Mężczyzna powoli wyciągnął telefon i nie odrywając od ludzi oczu rzucił go do mnie. Bez problemu złapałam go w locie. Ten jego telefon okazał się starą Nokią z jednym, nieopisanym numerem, ale nie dziwię się, to była służbówka. Zadzwoniłam, przekazałam informacje, dostałam polecenia i się rozłączyłam. W tym czasie mój partner wyciągnął paczkę fajek i zaczął kopcić. Dmuchał dymem prosto w twarz najmniejszego, a ten usilnie starał się nie kaszlnąć. W końcu, kiedy tamten się złamał i uszedł krok do tyłu łysy powiedział:
-Najpierw pieniądze.
-Najpierw, to ty skurwielu pokaż towar- wypalił ten najdalej.
Blondyn z dwudniowym zarostem i wychręptanym policzkiem jakby ktoś go bił tarką do sera nie wytrzymał presji ciszy i czasu. Gangsta skrzyżował ręce.
-Najpierw pokażecie grzecznie pieniądze, my zobaczymy czy wszystko pasuje, a potem pokażemy wam towar i dojdzie do kulturalnej wymiany.
Najmniejszy skrzywił się ale machnął swoim ludziom. Trzeci goryl wrócił do auta, otworzył bagażnik i wyjął srebrną walizeczkę.
Ludzie! Czy oni na serio robią tak jak w filmach? To jakaś, kurna, porąbana grupa fanek ojca chrzestnego. Lepiej paść nie mogło jak na takich zapaleńców. Ciekawe czy ten ich szef ma białego kota persa? To wtedy można by porównać do tej kreskówki o robocie policjancie z helikopterem w kapeluszu. Jak on się nazywał? Inspektor… inspektor… A, nie ważne!
Gościu przyniósł ją wyciągniętą przed siebie jakby niósł poduszkę z obrączkami na ślub, ale no nic, i tak nie pokazał co było w środku.
-Teraz ty pokaż towar.
-Proszę bardzo- uśmiechnął się i skinął na mnie.
Otworzyłam bagażnik i stanęłam trzy kroki od niego. Niski przeszedł na tył naszego auta i jak się zbliżał, to nagle chyba mnie zauważył i zwolnił, a potem się zatrzymał.
-Czy coś się stało?- zapytał mój partner.
Tamten nie odpowiedział, tylko cofnął się i spojrzał na niego, a potem znowu na mnie. Zastanawiałam się o co mogło mu chodzić, ale nie zamierzałam się odzywać. Gościu dotarł wreszcie do bagażnika, zerknął do niego, przeliczył paczuszki i wrócił do pozostałych. Przez cały ten czas jakoś tak dziwnie wzrok uciekał mu do mnie, a kiedy wrócił, to najpierw szeptał coś z tym trzecim i dopiero po chwili kazał mu przekazać pieniądze. Kiedy ten to robił, mój partner zgniótł niedopałek obcasem . Goryl położył walizkę na masce naszego auta, a gangsta zbliżył się, żeby przeliczyć. Wszystko było więc zamknął ją i wrzucił do auta.
-Umowa jest ważna, więc proszę, zapraszam do odebrania towaru- łysy wskazał im drogę do bagażnika.
Ten trzeci zacisnął zęby i zbliżył dłoń do boku, gdzie wiadomo było, że trzyma spluwę. Jego kolega spojrzał się na niego karcąco, ale tamten już zaczynał sięgać po broń. Jakiś był taki nadwrażliwy i nerwowy, nie? A można było to załatwić na luzie…
W mgnieniu oka wszyscy dobyli broni. No, oprócz mnie. Kiedy tamci tak gderali i się pocili ze stresu, ja po cichutku przeszłam bokiem na tyły tych trzech idiotów. I kiedy ten wrażliwiec zaczynał podnosić spluwę, ja położyłam mu dłoń na ramieniu, a lufę klamki przyłożyłam do żeber. Tak to jest, jak się na dziewczyny nie zwraca uwagi. Kurde, ale aż dziwne, że nie widzieli jak sobie powoli idę w ich stronę. No aż takim kameleonem to nie jestem… Chociaż w sumie to nawet mój ziomuś tego nie zauważył, tak bardzo był zajęty wgapianiem się w ich świńskie oczka.
-Panowie, spokojnie. Wszystko jest jak należy. Zabierajcie co wasze i wypierdalać, póki jeszcze nie czujemy się obrażeni- powiedział łysy, najpierw z uśmiechem, a potem przechodząc do coraz to groźniejszej miny.
Nie był dobrym aktorem, ale na tych rozdygotanych idiotach zrobiło to wrażenie.
Ja natomiast zaczynałam się denerwować. Ich trzech, nas dwoje. Niby może i bym się z tego jakoś wykaraskała, ale już pewnie bez partnera. No i ten… w sumie to nie wiem czy bym potrafiła. Podeszłam ich fartem, to fakt. Ale nie potrafię działać na chłodno, bez… Hm… Jak by się tak zastanowić, to chyba rozgryzłam swój problem. Te wcześniejsze akcje, to przeszłam tak naprawdę z pomocą niewyjaśnionego wielkiego szczęśliwego przypadku i dzięki czerni. Tej Czerni. A teraz, no… już jej nie używam. Trochę czasu minęło. Nawet od akcji z wściekłymi psami. Więc… Oj, no! Musze poćwiczyć i tyle. Co poćwiczyć? Ekhem, wszystko! Wracając.
Najmniejszemu chyba wrócił rozum, bo podniósł dłonie w geście pokoju i to samo kazał swoim ludziom. Ten trzeci napaleniec zrobił to bardzo niechętnie. Gangsta spojrzał na mnie wymownie. Przekrzywiłam głowę zaciskając usta. Wolałam jeszcze trochę potrzymać typka przy sobie.
-Ty zostajesz,- łysy powiedział do najmniejszego (który oczywiście był ich „przywódcą”)- a twoi ludzie mogą zabrać towar.
-Niech przestanie do niego celować- powiedział tamten wskazując na mnie.
-Przestanie, jak będzie chciała. Niech oddadzą ci swoją broń, a potem mogą się brać za robotę, bo tak długo, to my tu kurwa, sterczeć nie będziemy.
Mój partner był nieugięty i miał większe jaja niż myślałam, tak więc jakieś pięć minut potem gorylasy odjechały prawie zadowolone. Pomachałam im nawet jak wyjeżdżali z parkingu. We trzech równo się na mnie gapili, no ale cóż, sami się o to prosili. Kiedy odjechali łysy odwrócił się do mnie.
Siedziałam sobie na masce, z nogą założoną na nogę i patrzyłam jak on do mnie podchodzi. Stanął bardzo blisko mnie, patrząc się w czarne szkła moich lenonek jakby widział przez nie moje oczy, a chociaż wiedziałam, że to niemożliwe, to jednak poczułam się nieswojo.
-Co to, kurwa, było?- wysyczał przez zaciśnięte zęby.
-Co…?
-Przez ciebie mogli nas zabić. Po chuj tam polazłaś?!
Na jego ogolonej czaszce wystąpiły napięte żyłki. Zacisnął pięści.
-Gdyby mnie tam nie było, to teraz mielibyśmy problem. Był gotowy zacząć strzelać…- powiedziałam mniej pewnie niż zamierzałam.
Tamten się zastanowił. Chyba miałam rację. Chyba… Nie no, w sumie to on miał rację. Przecież gdyby idioci mnie zauważyli, to rzeczywiście zaczęliby strzelać.
-Sorry- powiedziałam.
Gangsta spojrzał na mnie.
-Kurwa… Kurwa. Oddaj mi broń.
-Co? Czemu…
-Bo kurwa mierzyłaś do niego z nieodbezpieczonego jebanego guna, dziwko!- wykrzyczał.
Zatkało mnie. Co jak co, ale obrażać to on mnie nie będzie!
Zeskoczyłam na ziemię. Byłam niższa od niego, chudsza i ogólnie pewnie słabsza, gdyby nie to, że we krwi znowu zaczęła mi się budzić czerń. Odpięłam kaburę z klamką i powoli mu ją podałam, patrząc mu się prosto w oczy.
-Nigdy. Więcej. Mnie. Nie. Obrażaj.
Powiedziałam, a potem odwróciłam się, obeszłam auto i wsiadłam do środka. Gangsta postał jeszcze przez chwilę na zewnątrz, pewnie się uspokajając , a potem również wsiadł do środka. Przez całą drogę powrotną trzymałam srebrną walizkę w rękach i się nie odzywałam, starając utrzymać pokerową twarz. Zanim odwiózł mnie pod pączkarnię pojechaliśmy jeszcze pod Mac`a żeby przekazać walizkę dalej. Jak podjechaliśmy do drugiego okienka to zostawiliśmy walizkę pod ścianą, a tamci w aucie za nami ją wzięli. I tyle.

-Jak było?- zapytał Czarny Piotruś kiedy szłam się przebrać.
-Kijowo- powiedziałam.
-A co? Nie mogłaś się dogadać z Łysym, tak?
-Czy on nie ma jakiegoś imienia?
-Nie, Łysy nie ma u nas imienia.
-Acha. To świetnie…- burknęłam i zamknęłam mu przed nosem drzwi do garderoby.
-Szef prosi, żebyś przyszła do niego złożyć raport- powiedział jeszcze przez drzwi zanim sobie poszedł.
No i fajnie. Co jak co, ale mission coplete, czy jakoś tak, nie?

Brak komentarzy: