Stałam za samochodem obserwując.
Wiedziałam o czym myślał mój partner. Dzwonić
do Hanselhoffa, czy nie? Może nie trzeba się przejmować, w końcu to tylko jeden
dodatkowy człowiek w obstawie… A może właśnie aż jeden.
Gangsta powoli sięgnął dłonią do
wewnętrznej kieszeni w marynarce. Widziałam jak dwóm gorylom z tyłu drgają ręce
i zwężają się oczka. Mężczyzna powoli wyciągnął telefon i nie odrywając od
ludzi oczu rzucił go do mnie. Bez problemu złapałam go w locie. Ten jego
telefon okazał się starą Nokią z jednym, nieopisanym numerem, ale nie dziwię
się, to była służbówka. Zadzwoniłam, przekazałam informacje, dostałam polecenia
i się rozłączyłam. W tym czasie mój partner wyciągnął paczkę fajek i zaczął
kopcić. Dmuchał dymem prosto w twarz najmniejszego, a ten usilnie starał się
nie kaszlnąć. W końcu, kiedy tamten się złamał i uszedł krok do tyłu łysy powiedział:
-Najpierw pieniądze.
-Najpierw, to ty skurwielu pokaż
towar- wypalił ten najdalej.
Blondyn z dwudniowym zarostem i
wychręptanym policzkiem jakby ktoś go bił tarką do sera nie wytrzymał presji
ciszy i czasu. Gangsta skrzyżował ręce.
-Najpierw pokażecie grzecznie pieniądze,
my zobaczymy czy wszystko pasuje, a potem pokażemy wam towar i dojdzie do
kulturalnej wymiany.
Najmniejszy skrzywił się ale
machnął swoim ludziom. Trzeci goryl wrócił do auta, otworzył bagażnik i wyjął
srebrną walizeczkę.
Ludzie! Czy oni na serio robią tak
jak w filmach? To jakaś, kurna, porąbana grupa fanek ojca chrzestnego. Lepiej
paść nie mogło jak na takich zapaleńców. Ciekawe czy ten ich szef ma białego kota persa?
To wtedy można by porównać do tej kreskówki o robocie policjancie z
helikopterem w kapeluszu. Jak on się nazywał? Inspektor… inspektor… A, nie
ważne!
Gościu przyniósł ją wyciągniętą
przed siebie jakby niósł poduszkę z obrączkami na ślub, ale no nic, i tak nie
pokazał co było w środku.
-Teraz ty pokaż towar.
-Proszę bardzo- uśmiechnął się i
skinął na mnie.
Otworzyłam bagażnik i stanęłam
trzy kroki od niego. Niski przeszedł na tył naszego auta i jak się zbliżał, to
nagle chyba mnie zauważył i zwolnił, a potem się zatrzymał.
-Czy coś się stało?- zapytał mój
partner.
Tamten nie odpowiedział, tylko
cofnął się i spojrzał na niego, a potem znowu na mnie. Zastanawiałam się o co
mogło mu chodzić, ale nie zamierzałam się odzywać. Gościu dotarł wreszcie do
bagażnika, zerknął do niego, przeliczył paczuszki i wrócił do pozostałych.
Przez cały ten czas jakoś tak dziwnie wzrok uciekał mu do mnie, a kiedy wrócił,
to najpierw szeptał coś z tym trzecim i dopiero po chwili kazał mu przekazać
pieniądze. Kiedy ten to robił, mój partner zgniótł niedopałek obcasem . Goryl położył walizkę na masce naszego auta,
a gangsta zbliżył się, żeby przeliczyć. Wszystko było więc zamknął ją i wrzucił
do auta.
-Umowa jest ważna, więc proszę,
zapraszam do odebrania towaru- łysy wskazał im drogę do bagażnika.
Ten trzeci zacisnął zęby i
zbliżył dłoń do boku, gdzie wiadomo było, że trzyma spluwę. Jego kolega
spojrzał się na niego karcąco, ale tamten już zaczynał sięgać po broń. Jakiś
był taki nadwrażliwy i nerwowy, nie? A można było to załatwić na luzie…
W mgnieniu oka wszyscy dobyli
broni. No, oprócz mnie. Kiedy tamci tak gderali i się pocili ze stresu, ja po
cichutku przeszłam bokiem na tyły tych trzech idiotów. I kiedy ten wrażliwiec
zaczynał podnosić spluwę, ja położyłam mu dłoń na ramieniu, a lufę klamki
przyłożyłam do żeber. Tak to jest, jak się na dziewczyny nie zwraca uwagi. Kurde,
ale aż dziwne, że nie widzieli jak sobie powoli idę w ich stronę. No aż takim
kameleonem to nie jestem… Chociaż w sumie to nawet mój ziomuś tego nie
zauważył, tak bardzo był zajęty wgapianiem się w ich świńskie oczka.
-Panowie, spokojnie. Wszystko
jest jak należy. Zabierajcie co wasze i wypierdalać, póki jeszcze nie czujemy
się obrażeni- powiedział łysy, najpierw z uśmiechem, a potem przechodząc do
coraz to groźniejszej miny.
Nie był dobrym aktorem, ale na
tych rozdygotanych idiotach zrobiło to wrażenie.
Ja natomiast zaczynałam się
denerwować. Ich trzech, nas dwoje. Niby może i bym się z tego jakoś
wykaraskała, ale już pewnie bez partnera. No i ten… w sumie to nie wiem czy bym
potrafiła. Podeszłam ich fartem, to fakt. Ale nie potrafię działać na chłodno,
bez… Hm… Jak by się tak zastanowić, to chyba rozgryzłam swój problem. Te
wcześniejsze akcje, to przeszłam tak naprawdę z pomocą niewyjaśnionego
wielkiego szczęśliwego przypadku i dzięki czerni. Tej Czerni. A teraz, no… już
jej nie używam. Trochę czasu minęło. Nawet od akcji z wściekłymi psami. Więc…
Oj, no! Musze poćwiczyć i tyle. Co poćwiczyć? Ekhem, wszystko! Wracając.
Najmniejszemu chyba wrócił rozum,
bo podniósł dłonie w geście pokoju i to samo kazał swoim ludziom. Ten trzeci
napaleniec zrobił to bardzo niechętnie. Gangsta spojrzał na mnie wymownie.
Przekrzywiłam głowę zaciskając usta. Wolałam jeszcze trochę potrzymać typka
przy sobie.
-Ty zostajesz,- łysy powiedział
do najmniejszego (który oczywiście był ich „przywódcą”)- a twoi ludzie mogą
zabrać towar.
-Niech przestanie do niego
celować- powiedział tamten wskazując na mnie.
-Przestanie, jak będzie chciała.
Niech oddadzą ci swoją broń, a potem mogą się brać za robotę, bo tak długo, to
my tu kurwa, sterczeć nie będziemy.
Mój partner był nieugięty i miał
większe jaja niż myślałam, tak więc jakieś pięć minut potem gorylasy odjechały
prawie zadowolone. Pomachałam im nawet jak wyjeżdżali z parkingu. We trzech
równo się na mnie gapili, no ale cóż, sami się o to prosili. Kiedy odjechali
łysy odwrócił się do mnie.
Siedziałam sobie na masce, z nogą
założoną na nogę i patrzyłam jak on do mnie podchodzi. Stanął bardzo blisko
mnie, patrząc się w czarne szkła moich lenonek jakby widział przez nie moje
oczy, a chociaż wiedziałam, że to niemożliwe, to jednak poczułam się nieswojo.
-Co to, kurwa, było?- wysyczał
przez zaciśnięte zęby.
-Co…?
-Przez ciebie mogli nas zabić. Po
chuj tam polazłaś?!
Na jego ogolonej czaszce
wystąpiły napięte żyłki. Zacisnął pięści.
-Gdyby mnie tam nie było, to
teraz mielibyśmy problem. Był gotowy zacząć strzelać…- powiedziałam mniej
pewnie niż zamierzałam.
Tamten się zastanowił. Chyba
miałam rację. Chyba… Nie no, w sumie to on miał rację. Przecież gdyby idioci
mnie zauważyli, to rzeczywiście zaczęliby strzelać.
-Sorry- powiedziałam.
Gangsta spojrzał na mnie.
-Kurwa… Kurwa. Oddaj mi broń.
-Co? Czemu…
-Bo kurwa mierzyłaś do niego z nieodbezpieczonego
jebanego guna, dziwko!- wykrzyczał.
Zatkało mnie. Co jak co, ale
obrażać to on mnie nie będzie!
Zeskoczyłam na ziemię. Byłam
niższa od niego, chudsza i ogólnie pewnie słabsza, gdyby nie to, że we krwi
znowu zaczęła mi się budzić czerń. Odpięłam kaburę z klamką i powoli mu ją
podałam, patrząc mu się prosto w oczy.
-Nigdy. Więcej. Mnie. Nie.
Obrażaj.
Powiedziałam, a potem odwróciłam
się, obeszłam auto i wsiadłam do środka. Gangsta postał jeszcze przez chwilę na
zewnątrz, pewnie się uspokajając , a potem również wsiadł do środka. Przez całą
drogę powrotną trzymałam srebrną walizkę w rękach i się nie odzywałam, starając
utrzymać pokerową twarz. Zanim odwiózł mnie pod pączkarnię pojechaliśmy jeszcze
pod Mac`a żeby przekazać walizkę dalej. Jak podjechaliśmy do drugiego okienka
to zostawiliśmy walizkę pod ścianą, a tamci w aucie za nami ją wzięli. I tyle.
-Jak było?- zapytał Czarny
Piotruś kiedy szłam się przebrać.
-Kijowo- powiedziałam.
-A co? Nie mogłaś się dogadać z
Łysym, tak?
-Czy on nie ma jakiegoś imienia?
-Nie, Łysy nie ma u nas imienia.
-Acha. To świetnie…- burknęłam i
zamknęłam mu przed nosem drzwi do garderoby.
-Szef prosi, żebyś przyszła do
niego złożyć raport- powiedział jeszcze przez drzwi zanim sobie poszedł.
No i fajnie. Co jak co, ale
mission coplete, czy jakoś tak, nie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz