Dodatki na bloga

5/27/2016

9 Gangsta



Wyeliminuj ból, a z człowieka staniesz się maszyną.
Czekaj, czekaj… Ale czy to znaczy, że jeśli cały czas czujesz ból, to jesteś najprawdziwszym człowiekiem? Nah. Raczej  nie. No dobra, musze przyznać, że mnie cały czas to nie boli, nie?
Oj, przepraszam, zapędziłam się. Nie powinnam tak od razu przerzucać tutaj moich porypanych przemyśleń. Zostawmy więc to (być może na później), a teraz powróćmy do tego na czym skończyliśmy ostatnio.
Przyjęłam zlecenie od Hanselhoffa.

Nie powiem, zdziwiłam się kiedy przeczytałam o co chodziło. Chociaż może nie… Ale no, ej! To co zrozumiałam i sobie wyobraziłam wyglądało tak, jak… hm… To może zamiast próbować jakoś to na normalny język przełożyć, to ja opowiem.
Jakieś parę dni później, licząc od przyjęcia zlecenia (teraz dokładnie nie pamiętam, ale to chyba była środa) zwolniłam się przed południem ze szkoły i pojechałam pod pączkarnię. Blondynka w fartuszku od razu kiwnęła mi z uśmiechem w stronę „tajnego przejścia”, tak więc chwilę potem zakładałam już nowy strój. Powiem szczerze, Czarny Piotruś nawet miał wyczucie. Przygotował mi spodnie rurki w plamy i z dziurami na kolanach, obcisłą czerwoną koszulę, takie czarne coś przypominające płaszczyk i zasłaniający całą twarz szerokim rondem- kapelusz. Najbardziej nie podobały mi się buty. Przyciasne botki nie były ani wygodne ani w moim stylu, no ale ok., niech mu będzie. Włożyłam na siebie wszystko posłusznie.
-To wszystko- powiedział.
-Whaaat? No chyba nie!- zaczęłam.- Nie zamierzam odsłaniać twarzy.
-Masz kapelusz- Piotruś spojrzał na mnie z politowaniem.
-To nie wystarczy. Chcę maskę- postawiłam się.
-Nie mam dla ciebie maski.
W jego głosie czuć było irytację. Skrzyżował ręce na piersi jakby to miało mnie uciszyć.
-Wiesz, jakby za bardzo, to mnie to nie odchodzi… Ale rozumiem, rozumiem. Ty jednak nie jesteś taki kompetentny jak myślałam.
Uśmiechnęłam się złośliwie, ale, o dziwo!, wcale nie byłam złośliwa. Ten człowieczek nawet mnie bawił. Był podobny do mojego brata…
-Pozwól, że sama się za czymś rozglądnę- wyminęłam go przechodząc w głąb większej niż tamtym razem garderoby.- Jak chcesz, możesz już zadzwonić po tego gościa.
Kiedy Piotruś wyszedł, żeby zadzwonić, ja znalazłam najlepsze rozwiązanie. Czerwona szminka i czarne, prawie nieprzepuszczające słońca okulary lenonki. Wpakowałam szminkę i lusterko do znalezionej jeszcze przypadkowo kopertówki i zeszłam na dół, skąd Czarny Piotruś zaprowadził mnie na zaplecze. Kożystanie z głównego wejścia naraziłoby nas na niepotrzebne spojrzenia innych ludzi, tak więc granatowe BMW czekało na parkingu z tyłu budynku.
Nacisnęłam na klamkę i chociaż musiałam uważać na kapelusz, to zgrabnie wcisnęłam się do środka witając nowego "towarzysza broni". Dorosły mężczyzna, łysy, z chudą pociągłą twarzą, brązowymi oczami i naburmuszoną miną. W garniaku (no, tak to co założył wyglądało) bardzo przypominał gangstera. Pacface! On przecież jest gangsterem.
-Dzień dobry!- powiedziałam z uśmiechem.
-Mhy…- tamten coś odburknął.
Wiedziałam co mam robić, ale w sumie znałam też zadanie tego gbura, a przy takiej postawie, to przyznam, będzie mu trudno. Nie chciało mi się starać o jego uwagę, ale zaczynał brać mnie dobry humor, więc za bardzo się nie przejęłam. Wjechaliśmy na główną drogę i gngster skierował pokazd w stronę Krakowa. Nasza wycieczka nie miała być długa, a jednak zastanowiłam się i stwierdziłm, że lepiej teraz porozmawiać, niż potem być zaskoczonym.
-To gdzie moja broń?- wypaliłam prosto z mostu.
Facet nie odpowiedział, tylko wskazał na schowek.
W środku był pistolet (krótki, czarny, mało okazały) w kaburze z jakimiś paskami. Wyglądająca na skórzaną kabura na broń była dość dziwaczna. Chciałam wyciągnąć pistolet żeby mu sie bliżej przyjrzeć, ale nie mogłam znaleźć tego takiego zamka czy tam klipsa i troche sie z tym mocowałam zanim wreszcie mi sie udało. Nie poznałam rodzajau broni ani nawet nie znalazłam bezpiecznika, więc gapiłam się na nią dość długo żeby zrozumieć jej działanie. Gangsta to zauważył i zerkał na mnie zniesmaczony.
Nie dziwie mu się. Pewnie zwykle współpracował z doświadczonymi palantami jak on sam, a tu bach!, przydzielili mu dzieciaka co sie nie umie zwykłą klamką posłużyć. I do tego zapewniają, że dzieciak jest mu potrzebny, bo jest wcale nie taki zielony.
No właśnie… chyba jednak jestem taka zielona.
-Prawy kciuk wyżej- powiedział nagle kiedy przymierzałam broń w dłoniach.
-Wiem...- odparłam zawstydzona.
-Powiedział, że sie znasz- rzucił.
W jego głosie czułam zawiedzenie i zarzut bycia niedojdą. Zrobiło mi się głupio. Teraz dopiero będę się musiał postarać żeby dobrze wypaść. I nie zginąć.
-Do tej pory działałam inaczej.
To akurat była szczera prawda. Jakby się tak głębiej zastanowić, to ja się wcale nie znam! Nikt mnie nie uczył strzelać. Nie wiem jak to sie stało, że wtedy... wtedy jakoś tak nagle wiedziałam. Czułam to w sobie jakbym od zawsze sie znała. Ale teraz? Hm... Nie wiem czy potrafiłabym teraz trafić w tarczę z pięciu metrów, a co dopiero w człowieka.
-Umiesz...- zaczął, ale pytanie uwięzło mu w gardle było tak idiotyczne.
-Tak- powiedziałam.- Umiem strzelać. Ale nie zamierzam tego robić. I ty też nie, bo to nie będzie potrzebne. Jak mam to zapiąć?
Facet pokazał mi jedną ręką jak przyczepić paski od kabury tak, żeby broń była ukryta pod tym moim czarnym swetrowym płaszczykiem. Nie był skrzętny do rozmowy, a ja nie zadawałam za dużo pytań. Towar był w bagażniku, na miejscu trzeba bedzie go wymienić za kasę i tyle. Kto po niego przyjedzie? Tego nie było wiadomo aż do samego końca, kiedy to na opustoszałym parkingu znaleźliśmy się my i oni. Przyjechali zieloną Śkodą, wyglancowani jak jak idioci. Kapelusze, garniaki i lakierki- czy oni myślą, że my nadal mamy czasy Bonnie i Clarka? Było ich trzech, czyli o jednego za dużo. Chociaż my też w sumie nie do końca pasowaliśmy do opisu: "dwójka moich doświadczonych wysłanników". Czułam zaniepokojenie mojego partnera, ale postanowiłam udawać w najlepsze. Nałożyłam szminkę na usta (co w miarę dobrze mi wyszło, a przecież w sprawach tapetowania sobie twarzy jestem niedojdą) i włożyłam okulary.
Gangsterzy wysiedli i zbliżyli się do auta. Partner pokazał na swoją broń i spojrzał na mnie porozumiewawczo. Szybciutko wysiadłam i stanęłam przed maską samochodu. Tamci zatrzymali się jakieś pięć metrów od drzwi BMki. Mój ziomek powoli wysiadł, poprawił garniak.
-My po towar- wydukał goryl najbliżej.
Tych dwóch za nim nic nie mówiło. Byli od niego szersi w barach, wyżsi i z bardziej tępymi wyrazami twarzy. Widać kupiec zaplanował w razie jakiegoś problemu wyznaczyć do odbioru zamówienia ludzi, którzy nam wleją i zabiorą go sobie siłą. Hm… Nie doczekanie jego.
Gangsta nie odpowiedział. Patrzył im prosto w oczy, a potem powoli, jak najbardziej widocznie zmierzył ich wzrokiem. Potem powoli spojrzał na mnie. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę (wiem, że on nie widział moich oczu, ale jego dużo mi powiedziały- nie będzie tak łatwo).
-Miało być was tylko dwóch- powiedział w końcu przerywając ciszę.
-Szef… zmienił zasady- odpowiedział tamten chwilę się wahając.
Sytuacja robiła się napięta.

1 komentarz:

Unknown pisze...

Nic dodać nic ująć ;P
Czekam nn :*
Weny :D