Dodatki na bloga

6/14/2016

12 Trening #1



[Przełączenie na narratora.]

Skok. Trzy kroki. Przysiad. Wyskok. Zderzenie policzkiem z szorstkimi cegłami ścianki.
                - Gleba! Co to, kurwa miało być?! Chuj, Borys, widziałeś to? Jak ja mam kurwa zachować spokój, debilu?! I przestań się gapić tylko wyciągnij ją z tego gówna! I niech jedzie od początku!
                Dziewczyna miała obdartą twarz, dłonie i była cała poobijana. Siedziała w tym błocie już tydzień i jeszcze nie udało jej się dobiec do mety. Była wyczerpana. Odkąd tu przybyła, (nie wiedząc oczywiście gdzie i na ile) jedynym co czuła, to ciągły głód, zmęczenie i brud. Syf lepił się do niej, tak że zostawiała za sobą szare ślady gdziekolwiek poszła. Zniszczyła już wszystkie swoje ubrania i za niedługo będzie musiała do któregoś z nich pójść pogadać, żeby dali jej nowe. A to będzie trudne. Chłopaki, którzy ją „trenowali”, to nie tyle zwyrodniali psychopaci, co porypani wariaci bez zahamowań, a jedyną granicą nietykalności, której dzięki Bogu nie przekroczą, jest to, że przysłał ją sam Hanselhoff. Dzięki temu jeszcze jej nie dotknęli. Jeszcze, bo jak widać powoli się do tego zbierają.
                Chłopak wskoczył do rowu rozchlapując buciorami błoto. Z papierosem w pysku mamrotał coś o „posranej hierarchii” i zbliżył się, żeby złapać dziewczynę pod ramię, ale ta skuliła się jak ranione zwierze na kolanach cofając się do tyłu i próbując wstać. Krew ciekła jej po policzku, miała urywany ciężki oddech i mętne oczy. Borys spróbował jeszcze raz. Udało mu się ją chwycić, ale była strasznie śliska, więc mocniej ścisnął jej ramię. Zabolało ją to.
Dziewczyna od samego początku ustaliła sobie zasadę: nie będę używać Czerni. Chciała tej zasady dotrzymać, bo czuła, że chociaż jest ofiarą losu na wskroś, to jednak jako potworowi Czerń daje jej dużą przewagę, ale i sprawia, że bez niej jest jakby naga i bezbronna. Chciała nauczyć swoje „normalne” ciało działać. Dążyła więc w postanowieniu upadając raz po raz na glebę i będąc słabeuszem tam, gdzie mogłaby być… Potworem.
W swoim zwyczajnym życiu Julka tez ma pewne zasady. Wyznaczyła je sobie chyba z różnych nieznanych innym ludziom powodów. Moglibyśmy się domyślać: ze strachu? z pychy? z bólu? z poczucia wyższego celu w ich istnieniu? A może wszystkie są właściwie kłamstwem… Trudno jest się czegoś w Julce domyślać, ale wszyscy powinni wiedzieć jedno.
- Nie dotykaj mnie- powiedziała patrząc wściekle chłopakowi w oczy.
Borys nie puścił tylko zmarszczył nos i pchnął ją w stronę brzegu rowu. Dziewczyna zacisnęła zęby i zmuszając się do opanowania powtórzyła:
- Nie. Dotykaj. Mnie.
Nie poskutkowało. Chłopak pchnął ją po raz kolejny nadal trzymając łapskiem jej ramię.
Oddech. Obrót. Uderzenie. Podcięcie. Uderzenie. Plask. Oddech.
Julka naprawdę nie lubi jak się ją dotyka.
Niedopałek wylądował w brązowej breji, zaraz obok cielska zszokowanego Borysa. Dziewczyna zamknęła oczy mocno zaciskając powieki. Napięte mięśnie bolały ją jak smagane batem, ale nadal na ślepo, cofnęła się do tyłu i odwróciła plecami do leżącego. Chłopak wiercił się w błocie i ślizgając próbował wstać. Zaczął kląć i zwrócił na siebie uwagę zajętych do tej pory sobą towarzyszy.
-Te! Borys, debilu, co ty odwalasz? I wstawaj, kurwa, bo wyślę po ciebie Młotka żeby cię pozbierał. E! Micha, widzisz to? Mamy, kurwa drugą świnię w oddziale!- facet na wieży zaczął się śmiać.
Przy balustradzie pojawili się kolejni, którzy ciekawsko gapili się na tor przeszkód, bo każdy z nich przegapił moment całego wydarzenia. Wszyscy zaczęli rechotać
-Sukinsyny pierdolone… Vladimir, kurwa!
- No już, już- rosły mężczyzna otarł oczy i spoważniał.- I wyłaź mi stamtąd. A ty mała zaczynaj, kurwa,  od początku.
Dziewczyna przeszła na początek toru przeszkód. Wyglądał prawie tak, jak czasami widuje się na filmach o wojsku, tylko, że był dużo większy i ciekawszy. Przedzielony na parę części, z każdą inną tematycznie, odwzorowującą dane środowisko. Był i basen z lodowatą wodą, ścianka wspinaczkowa, pole wystających palików, ścieżka z koszy na śmieci czy właśnie ten nieszczęsny mur. Ustawiony w połowie drogi, wysoki i stanowiący dla Julki barierę nie do przejścia.

Kiedy ona, bacznie obserwowana przez swoich dwóch strażników wlokła się znowu do tyłu, Borys wpinał się po drewnianych schodkach na „podium” gdzie czekał na niego Vladimir. Ciekło z niego lepkie błocko, więc nadal śmiejący się z niego koledzy schodzili mu z drogi. Chłopak był zły i… zaniepokojony. Odciągnął Vladimira na bok, z dala od reszty.
- Co tam się kurwa, Boris, stało? I czemu?
- Widziałeś jej oczy? Czy ty widziałeś jej oczy?
- Co ty…
- Nic, kurwa! Jakie ona ma oczy? Powiedz mi Vlad,- Boris był coraz bardziej spanikowany- jakie ona ma oczy?
Mężczyzna patrzył się na niego dłuższą chwilę. Jego podwładny, szalony Boris najemnik, właśnie zaaferował się oczami młodej.
- Co ci odwala, kurwa?
- Mnie? Mnie coś odwala?! Kurwa, Vlad, mogłeś to widzieć…
- I co się tam stało?
- Rozwaliła mnie. Podcięła mnie, kurwa, bo… bo… no bo nie chciałem jej, kurwa, puścić. Słuchaj, Vlad, ona jest jakaś dziwna. Czemu ten doktorek nam ją podesłał, co? Zwykła dziewczyna, siostrzenica, tak? Wątpię! Oto to! Takiego wała! Wątpię. Jakie ona ma kurwa oczy, Vlad?!
Ciężka dłoń Vladimira celnie trafiła chłopaka, aż plasło. Otrzeźwiał.
- I teraz powiedz mi powoli co się stało. Od początku- mężczyzna mówił spokojnie i stanowczo, tonem, którym zawsze wydawał rozkazy swoim ludziom.
- Zesłałeś mnie do niej, żebym ją pozbierał. No to, kurwa zszedłem do rowu. Patrzę, a ona skrwawiona leży w tym gównie, z rozwaloną twarzą, to chciałem ją podnieść. Ale się zaczęła odsuwać, to ją złapałem za ramię, a ona do mnie, żebym ją puścił. No ale wiesz… kurwa, Vlad, pchnąłem ją dalej, no bo się nie będę pitolił… To nagle ona mi obrót zrobiła, walła po żebrach i podcięła.
- Się babie dałeś powalić, debilu i tyle, kurwa.
- Ale Vlad! Jakie ona miała oczy! Jak u pierdolonego tygrysa. Jak ona mogła tak? No mnie?!
- Nie przesadzaj, Boris.
- Prawdę ci mówię, Vlad. No ale posłuchaj, dlaczego ona nam ją przysłał, tutaj? No kurwa zastanów się! Swoją siostrzenicę? A po chuj on miałby ją tak, do nas? Ja myślę, że to… no, że…
- I co, że?- mężczyznę bardzo zaciekawiło zachowanie najemnika.
- No że ona to jest ta laska… No wiesz…- wydukał tamten.
-Daj spokój Boris, kurwa. I wypierdalaj się przebrać, bo cuchniesz.
-Ale Vlad…- chciał zaprotestować tamten.
-I żadnego ale. Spierdalaj.

Dziewczyna patrzyła z daleka na ludzi w „podium”. Słońce schowało się za dużą chmurą. W powietrzu czuć było nadchodzącą burzę.
„Kurde. Idiotka ze mnie!”
Zdarzenie z Borisem otrzeźwiło dziewczynę i zaczęła na nowo myśleć, bo do tej pory trwała w jakimś takim nudnym, męczącym letargu.
A może to przez Czerń?

Brak komentarzy: