Zimna woda leciała jej ciurkiem
po plecach.
Mydliła
szybko włosy krzywiąc się przy tym z bólu. Prysznice były tutaj przygotowane
dla większej ilości osób, jej kojarzyły jej się z więzieniem. Cały kompleks
budynków kojarzył jej się
z więzieniem, obity kratami, z celami, wysokim murem odgradzającym od reszty świata i paskudnym żarciem. Dużo się nie myliła. Kiedyś miał to być zakład karny dla osób chorych psychicznie
i nieprzystosowanych społecznie. Teraz należał do niejakiego Tomasza Zimniaka, oczywiście jegomościa nieistniejącego, który prowadził tutaj szkolenia dla harcerzy oraz obozy survivalowe. Julka w jednym z takich właśnie brała udział. Zapłacone z góry, z jasno określonymi zasadami i wymogami. Tylko, że ona ich nie znała. Widać jednak Hanselhoff się postarał, bo na całym bloku szkoleniowym była sama. Co dzień widywała grypy innych „uczniów” pędzonych po polu w te i powrotem na porannych treningach, a potem, z jeszcze bliższa obserwowała ich na jadalni. Prysznice zawsze brała sama.
z więzieniem, obity kratami, z celami, wysokim murem odgradzającym od reszty świata i paskudnym żarciem. Dużo się nie myliła. Kiedyś miał to być zakład karny dla osób chorych psychicznie
i nieprzystosowanych społecznie. Teraz należał do niejakiego Tomasza Zimniaka, oczywiście jegomościa nieistniejącego, który prowadził tutaj szkolenia dla harcerzy oraz obozy survivalowe. Julka w jednym z takich właśnie brała udział. Zapłacone z góry, z jasno określonymi zasadami i wymogami. Tylko, że ona ich nie znała. Widać jednak Hanselhoff się postarał, bo na całym bloku szkoleniowym była sama. Co dzień widywała grypy innych „uczniów” pędzonych po polu w te i powrotem na porannych treningach, a potem, z jeszcze bliższa obserwowała ich na jadalni. Prysznice zawsze brała sama.
Brud
spływał jej po kostkach. Otwarta przestrzeń była równie zimna co płytki, o
które się podtrzymywała, żeby nie upaść. Dzisiaj znowu nie dała rady dotrzeć do
końca. Vladimir, którego imię znała jeszcze zanim jej się przedstawił, kazał
strażnikom zawlec ją do budynku, ale im nie pozwoliła i poszła sama. I prawie
zemdlała. To przez to żarcie. Nie potrafiła wszystkiego przełknąć i potem nie
miała skąd wziąć energii. Trzeba też wziąć pod uwagę, że dziewczyna ma słabą
kondycję i w ogóle nie ćwiczy- skąd ona ma mieć siłę?
-Wychodzimy!-
ktoś krzyknął przez drzwi.
Dziewczyna
szybko spłukała się i okręciła ręcznikiem. Wyszła do przebieralni. W środku
siedziało jej dwóch strażników. Już wiedziała, że nie wyjdą, bo „przepisy im
nie pozwalają”. Szybko przebrała się w czyste ubranie. Ostatnia para spodni.
Chłopaki
poczekali na nią, a potem zaczęli prowadzić do kwatery. Trochę to trwało, ale
dziewczyna w końcu zebrała się i odezwała.
-Muszę
porozmawiać z panem Vladimirem- powagi w jej głosie dodawała nieznośna chrypa.
Tamci
nie zatrzymali się i szli dalej jakby jej nie słyszeli.
-Ej!
Muszę porozmawiać z panem Vladimirem. Zaprowadźcie mnie do niego.
Dopiero
teraz równocześnie się zatrzymali i na nią spojrzeli.
Mieli
na sobie jednakowe mundury, w zielono-szare plamy. Słysząc jak rozmawiają
zapamiętała co nie co. Ten po prawej, z krzywym nosem, miał na imię Gienek. Tak
jak jego kolega Adrian pochodził z domu dziecka i nie pamiętał dzieciństwa poza
tym, jak kradł i wszczynał bójki na osiedlu. Za kratki trafili obaj za to samo.
Tylko, że Gienek pobił bezdomnego, a Adrian panią prokurator. Obydwaj wyszli z
zakładu karnego dla nieletnich bardzo szybko wykupieni przez któryś z gangów, a
potem zostali odkupieni przez Szermana. Julka już sama domyśliła się, że
Szerman musi zajmować się rekrutacją, a jednak nie wiedziała o nikim innym z
kadr po za nim i Vladimirem.
Zaprowadzili
ją pod biuro swojego przełożonego. Gienek wszedł do środka, a Adrian został z
nią na zewnątrz. Przyglądał jej się natarczywie, ale dziewczyna nie zwracała na
niego uwagi. Woda z mokrych włosów skapywała jej na koszulkę, nieprzyjemnie
łaskocząc w kark. W końcu drzwi otworzyły się, a Gienek kazał jej wejść do
środka, po czym wyszedł i zamknął za nią drzwi.
W
środku było duszno i ciemno. Vladimir siedział za biurkiem puszczając kółka z
cygara. Przed nim rozłożone były sterty papierzysk, na brzegu blatu stał
kwiatek. Ściana po prawej, odrapana w paru miejscach i poplamiona na brunatno,
poprzebijana była nierówno gwoźdźmi, na których wisiały zdjęcia w ramach. Dziewczyna
nie przyglądała się tylko stanęła sztywno na baczność i powiedziała:
-
Dzień dobry!
Mężczyzna
nie odpowiedział. Podniósł wzrok z nad teczki, którą zawzięcie studiował
zaciągnął się głębiej dymem. Cisza trwała dobre pół minuty zanim odpowiedział.
-
Witam. Panna Julia Nowak... Proszę siadać- wskazał jej na drewniany krzesło.
-
Dziękuję- powiedziała i usiadła.
Chciała
zacząć od razu, wyłożyć kawę na ławę i tyle, ale już na początku zobaczyła, że
nie może. To godziłoby w jej godność. Vladimir był rosłym, brodatym mężczyzną,
o którym, patrząc na niego, myślało się tylko jedno- Rosjanin. Rzeczywiście był
takowym. Dezerter z wojska Moskiewskiego, uciekł do Stanów Zjednoczonych, gdzie
założył szajkę bandytów rozwalających się po suchym obszarze Wielkiego Kanionu.
Amerykańcom jednak się nie spodobał, więc mylnie biorąc go za Polaka odesłali
go „do domu”. Tutaj Vlad spotkał nowych przyjaciół i wraz z nimi założył
„Puszkę”.
-
Czy podoba się wam nasz kampus?
Pytanie
ją zaskoczyło, ale starała się na nie odpowiedzieć. Szło jej całkiem dobrze.
Mężczyzna zadał jeszcze paręnaście takich beznadziejnych pytań, po czym zamilkł
i czekał.
-
I o co chodzi?- spytał w końcu.
-
Chciałabym poprosić o możliwość wysłania prywatnego listu do mojego wuja,-
powiedziała ostrożnie dobierając słowa, po czym dodała: - Doktora Hanselhoffa,
zna go pan.
-Taa,
znam Hanselhoffa. I dlaczego chcesz do niego pisać?
-
Obawiam się, że wuj będzie się o mnie martwił. Chcę zapewnić go, że ze mną
wszystko okej.
-
Eh… No dobra. Masz,- podał jej kartkę i długopis.- Pisz.
-
Teraz?
-
Nie, kurwa, jutro! Jasne, że teraz…
Nie musiał jej tłumaczyć. Rozumiała. Zaczęła
pisać.
„Drogi wuju Hanselhoff,
U mnie wszystko dobrze. Pan
Vladimir pozwolił mi napisać list, ale muszę zrobić to szybko, więc przepraszam
za błędy.
Codzienne treningi są
wykańczające, ale daję z siebie wszystko. Jestem ciągle strasznie głodna,-
głodna jak wilk-, i wykończona. Siniaki tak bardzo nie bolą, jak wrócę to ci
się pochwalę. Niestety kończy mi się zapas ubrań, każde niszczę na torze
przeszkód. Najgorzej z butami- koszmar. Cały czas mnie obserwują bo chyba
jestem sama w grupie- nawet się cieszę.
Nie powiedzieli mi kiedy
wychodzę, ale mam nadzieję, że zdążę się czegokolwiek nauczyć. Pozdrów
Piotrusia.
Kocham was,
Julia.
PS:
Tęsknię za muzyką.”
- Proszę. O
to mój prywatny list do wuja. Czy przekaże go pan jeszcze dzisiaj?
Tamten
spojrzał na nią dziwnie i wziął kartkę.
- Tak… I czy
to wszystko?
- Tak,
dziękuję- Julia wstała.
- Siadaj.
Usiadła.
- Jestem
prostym facetem,- zaczął- i biorę odpowiedzialność za moich ludzi. Jeden z nich
ma obawy o nasze… bezpieczeństwo i dlatego chcę wyjaśnić dzisiejszą sytuację.
Wysłałem dzisiaj Borisa, żeby ci pomógł zejść z toru. Powaliłaś go, prawda?
Dziewczyna
gorączkowo szukała w głowie wymówki. Robiło się niebezpiecznie.
-No…
-Jak to
możliwe, że mój wytrenowany człowiek dał ci się podejść? Widziałem jak
słaniałaś się na nogach!
- Ja… Ten…
No… Jakby, no bo nauczyłam się tego chwytu wczoraj, a było ślisko… i on się
pośliznął chyba….
- Nauczyłaś
się?
- Ta-ak.
- Hm… Dobrze!
To bardzo dobrze. Możesz odejść.
-Do widzenia-
powiedziała jeszcze i wyszła.
Na korytarzu
czekali na nią strażnicy. Obydwaj zamarli uważnie jej się przyglądając kiedy
zamykała za sobą drzwi. Ich wzrok bywał dla Julki ciężki do zniesienia.
Zaprowadzili ją z powrotem do kwatery. Jej pokój wyglądał i w zasadzie był
więzienną celą. Szare, niepomalowane ściany, łóżko polowe, szafka, zasłonięta
parawanem umywalka i kibel i tyle. Nie pozwolono jej nic zabrać ze sobą z
rzeczy osobistych, więc jedynym co było tutaj jej bliskie to ubrania na sobie i
naszyjnik z trzema czaszkami z prawdziwej kości. Nie było okno ani czwartej
ściany, bo zamiast tego widniały kraty. Naprzeciw nich znajdowało się
stanowisko strażników. Siedzieli tam zwykle i gadali albo grali na telefonach w
te głupie, kolorowe, uzależniające gierki. I jej pilnowali. Ciągle jej pilnowali.
Tym razem nie gapiła się jednak tępo w sufit, zanim usnęła, bo myślami była już
bardzo gdzie indziej.
Kiedy ona
rozmyślała Vladimir zamknął gabinet kluczem z breloczkiem i skierował się w
stronę przejścia na drugi budynek. Tam minął część szkoleniową i wkroczył w
strefę kadr.
- Musimy
pogadać o tej dziewczynie- powiedział
zaraz w wejściu.
Po tym trzasnął drzwiami, na których wisiała tabliczka:
„Dyrektor”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz