Przyglądali się jej.
Westchnęła na
kolejny raz przechodzoną scenę początkową, jak w grze zaczynanej wciąż od nowa
albo opening anime i rozglądnęła dookoła.
-A więc jesteś dziewczyną,- ni to stwierdził ni
zapytał siedzący na oparciu kanapy najemnik.
-No, na to
wychodzi. A ty?- poluzowała chustę na szyi i uśmiechnęła się do niego.
Wszyscy oprócz
pechowca, który nie zrozumiał wykonanego na nim żartu parsknęli śmiechem. A
wszyscy, znaczy jeszcze dwóch będących nieopodal najemników i ona sama.
-No oczywiście,
że facetem! A wy czego? Gburowate sukin…
-Daj spokój, Karol,-
szturchnął go siedzący na tej samej kanapie mężczyzna.
-Ej! Nie po
imieniu! Mam ksywę,- obruszył się tamten.
-Taa, badziewną.
Wymyśl se dobrą, to jej będę używać. A nie jakiś tam Anihilator! Co to w ogóle
jest?
-Pewnie z jakiejś
gry komputerowej,- zaśmiał się wyciągający piwo z lodówki mięśniak.
Był większy niż
cztery takie lodówki, a broda opadała mu w warkoczach na szeroką jak beczka
piwa, klatę.
-A może i tak! I
co z tego?!
-No kuźwa jest
badziewna…- facet odłożył pustą butelkę na ziemię i sięgnął po drugą, podaną
przez tego wielgachnego.
Duży rozsiadł się
obok nich, w niskim zielonym fotelu i od razu otworzył dwa piwa i wypił je
duszkiem.
-Ech. To jest
Karol, ten tutaj,- wskazał na wielkoluda w fotelu,- to Puszysty, a ja jestem
Maruder.
-Puszysty?
-Bo nie gruby-
zaśmiał się tamten.
-A ty?
Dziewczyno?- Karol zeskoczył na siedzisko bujając kanapą.
-Kurwa, uważaj!-
Maruder przetarł plamę z piwa.-I po zielonej koszulce, dzięki.
Daleko z prawej,
gdzieś za drewnianymi paczkami z niewiadomo czym, zaszumiało radio. Pierwsza
wbiła się stacja „Radio Maryja” ale ktoś szybko ją przełączył i skakał dalej po
kanałach.
-To jak? Jak masz
na imię?- Karolowi zaświeciły się szczurze oczka, i wyszczerzył się do niej
krzywymi zębami. Miał rzadkie blond włosy za kark, zniszczone wojskowe ubrania
i wypolerowane, czarne oficerki. Myślała, że jest to taki rodzaj raczej
damskich butów, ale widać jemu się podobały.
-Nie mam imienia,- skrzyżowała ręce.
-Eee, właściwie,- zastanawiał się na głos Maruder,-
to jak mamy cię wołać? Na przykład na akcji?
Dzwoneczek w głowie zadzwonił w porę, żeby wyczuła,
że ktoś zbliża się do niej od tyłu. Odwróciła się i stanęli sobie naprzeciw
dokładnie w momencie, kiedy w radiu zaczęła się nowa piosenka.
-Może „kici kici”?- podniósł ręce pokazując, że nie
ma broni.
Nie musiał, dużo wyczytała z jego oczu. Był
zwiadowcą i zarazem niechybiającym snajperem. Żartem też trafił, bo dziewczyna
się zaśmiała.
Minął ją, przekraczając sportową torbę i poszedł do
lodówki. Wiedziała, że to jego wzrok cały czas na sobie czuła. Niski głos
pasował mu do wyglądu gitarzysty kapeli metalowej. Był tylko bardziej żylasty i zabójczy niż większość z nich.
-Eee, nie dziw się tak. Znasz takiego gitarzystę,
Synyster`a Gates`a? Krokodyl to jego doppleanger,- Maruder odpowiedział na jej
niewypowiedziane pytanie.
Usiadła na najbliższej skrzyni i zaczęła szperać w
torbie. Zwiadowca podał jej piwo, ale odmówiła wyciągając odnalezioną wreszcie
butelkę coli. Najemnik wzruszył ramionami i usiadł po turecku przy stole.
Rzucił Puszystemu butelkę i wyciągnął karty.
-Dlaczego Krokodyl?- zapytała.
Najemnicy mieli nawyk dawania sobie albo innym
ksywek, ze względu na unikatowe momenty w ich życiu, albo cechy
charakterystyczne. Krokodyl mogło być więc dlatego, bo pokonał kiedyś takie
zwierze gołymi rękami, albo zwykł nosić buty z jego skóry.
-Hm…- zapytany wzruszył tylko ramionami.
-Kiedyś zamiast morfiny lekarz przez przypadek
podał mu taką mieszankę chemiczną. Później nazwali to w mediach „Krokodylem”…
ugh!- rozgorączkowanego Karola uciszyło mocne uderzenie w brzuch.- Weź, zejdź
ze mnie Maruder! Co ja Ci kurwa zrobiłem?!
-A prosił Cię ktoś żebyś się odzywał?!- warknął
tamten gotów znowu mu przywalić.
Zwiadowca machnął na nich tylko ręką.
-No, było coś takiego. Wielu idiotów się na tym
zabiło…- dziewczyna się zamyśliła.- Jak udało Ci się przeżyć?
-Miałem szczęście.
-A co zrobiłeś lekarzowi?- zainteresowała się.
-Zapłacili mi żebym go nie zabijał,- nie był zbyt
rozmowny.
Najemnicy zaczęli grać, a ona dopiła colę i
rozglądnęła się za miejscem, gdzie mogłaby przekimać. Dostępne miała tylko
jakieś dwie kanapy, chwiejącą się ławkę, stertę koców pod ścianą i podłogę. Nic
nie było dobrym wyborem, bo nie wiadomo kiedy przyjedzie reszta bandy, a tych
czterech, chociaż udawali, że się nią już nie interesują, to była pewna, że tak
nie jest. Wolała nie być łatwym celem.
Przeszła się po całej bazie, a idealne miejsce
znalazła dopiero gdy spojrzała do góry. Przy stropie wisiały grube belki
biegnące jak pajęczyna nad całym budynkiem, niekiedy podpierane filarami. Taki
filar właśnie stał niedaleko ściany i sterty koców.
-Może być…- mruknęła do siebie i wspięła się po nim
do góry.
Nie było pajęczyn, widok miała na większą część
bazy, a ją musiałby ktoś dopiero poszukać, bo nie była łatwo zauważalna. Ułożyła
torbę pod głową, wyjęła nóż z buta i wbiła w belkę tak, by mieć go pod ręką i
pozwoliła rozmowom nowych kolegów odejść w ciszę.
Nie sądziła, że zapadnie w sen tak szybko.
Przeczuwała, że pobudka będzie gwałtowna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz