Dodatki na bloga

9/07/2017

36 Drewniana pajęczyna



Przyglądali się jej.
                Westchnęła na kolejny raz przechodzoną scenę początkową, jak w grze zaczynanej wciąż od nowa albo opening anime i rozglądnęła dookoła.

                -A więc jesteś dziewczyną,- ni to stwierdził ni zapytał siedzący na oparciu kanapy najemnik.
                -No, na to wychodzi. A ty?- poluzowała chustę na szyi i uśmiechnęła się do niego.
                Wszyscy oprócz pechowca, który nie zrozumiał wykonanego na nim żartu parsknęli śmiechem. A wszyscy, znaczy jeszcze dwóch będących nieopodal najemników i ona sama.
                -No oczywiście, że facetem! A wy czego? Gburowate sukin…
                -Daj spokój, Karol,- szturchnął go siedzący na tej samej kanapie mężczyzna.
                -Ej! Nie po imieniu! Mam ksywę,- obruszył się tamten.
                -Taa, badziewną. Wymyśl se dobrą, to jej będę używać. A nie jakiś tam Anihilator! Co to w ogóle jest?
                -Pewnie z jakiejś gry komputerowej,- zaśmiał się wyciągający piwo z lodówki mięśniak.
                Był większy niż cztery takie lodówki, a broda opadała mu w warkoczach na szeroką jak beczka piwa, klatę.
                -A może i tak! I co z tego?!
                -No kuźwa jest badziewna…- facet odłożył pustą butelkę na ziemię i sięgnął po drugą, podaną przez tego wielgachnego.  
                Duży rozsiadł się obok nich, w niskim zielonym fotelu i od razu otworzył dwa piwa i wypił je duszkiem.
                -Ech. To jest Karol, ten tutaj,- wskazał na wielkoluda w fotelu,- to Puszysty, a ja jestem Maruder.
                -Puszysty?
                -Bo nie gruby- zaśmiał się tamten.
                -A ty? Dziewczyno?- Karol zeskoczył na siedzisko bujając kanapą.
                -Kurwa, uważaj!- Maruder przetarł plamę z piwa.-I po zielonej koszulce, dzięki.
                Daleko z prawej, gdzieś za drewnianymi paczkami z niewiadomo czym, zaszumiało radio. Pierwsza wbiła się stacja „Radio Maryja” ale ktoś szybko ją przełączył i skakał dalej po kanałach.
                -To jak? Jak masz na imię?- Karolowi zaświeciły się szczurze oczka, i wyszczerzył się do niej krzywymi zębami. Miał rzadkie blond włosy za kark, zniszczone wojskowe ubrania i wypolerowane, czarne oficerki. Myślała, że jest to taki rodzaj raczej damskich butów, ale widać jemu się podobały.
-Nie mam imienia,- skrzyżowała ręce.
-Eee, właściwie,- zastanawiał się na głos Maruder,- to jak mamy cię wołać? Na przykład na akcji?
Dzwoneczek w głowie zadzwonił w porę, żeby wyczuła, że ktoś zbliża się do niej od tyłu. Odwróciła się i stanęli sobie naprzeciw dokładnie w momencie, kiedy w radiu zaczęła się nowa piosenka.
-Może „kici kici”?- podniósł ręce pokazując, że nie ma broni.
Nie musiał, dużo wyczytała z jego oczu. Był zwiadowcą i zarazem niechybiającym snajperem. Żartem też trafił, bo dziewczyna się zaśmiała.
Minął ją, przekraczając sportową torbę i poszedł do lodówki. Wiedziała, że to jego wzrok cały czas na sobie czuła. Niski głos pasował mu do wyglądu gitarzysty kapeli metalowej. Był tylko bardziej  żylasty i zabójczy niż większość z nich.
-Eee, nie dziw się tak. Znasz takiego gitarzystę, Synyster`a Gates`a? Krokodyl to jego doppleanger,- Maruder odpowiedział na jej niewypowiedziane pytanie.
Usiadła na najbliższej skrzyni i zaczęła szperać w torbie. Zwiadowca podał jej piwo, ale odmówiła wyciągając odnalezioną wreszcie butelkę coli. Najemnik wzruszył ramionami i usiadł po turecku przy stole. Rzucił Puszystemu butelkę i wyciągnął karty.
-Dlaczego Krokodyl?- zapytała.
Najemnicy mieli nawyk dawania sobie albo innym ksywek, ze względu na unikatowe momenty w ich życiu, albo cechy charakterystyczne. Krokodyl mogło być więc dlatego, bo pokonał kiedyś takie zwierze gołymi rękami, albo zwykł nosić buty z jego skóry.
-Hm…- zapytany wzruszył tylko ramionami.
-Kiedyś zamiast morfiny lekarz przez przypadek podał mu taką mieszankę chemiczną. Później nazwali to w mediach „Krokodylem”… ugh!- rozgorączkowanego Karola uciszyło mocne uderzenie w brzuch.- Weź, zejdź ze mnie Maruder! Co ja Ci kurwa zrobiłem?!
-A prosił Cię ktoś żebyś się odzywał?!- warknął tamten gotów znowu mu przywalić.
Zwiadowca machnął na nich tylko ręką.
-No, było coś takiego. Wielu idiotów się na tym zabiło…- dziewczyna się zamyśliła.- Jak udało Ci się przeżyć?
-Miałem szczęście.
-A co zrobiłeś lekarzowi?- zainteresowała się.
-Zapłacili mi żebym go nie zabijał,- nie był zbyt rozmowny.

Najemnicy zaczęli grać, a ona dopiła colę i rozglądnęła się za miejscem, gdzie mogłaby przekimać. Dostępne miała tylko jakieś dwie kanapy, chwiejącą się ławkę, stertę koców pod ścianą i podłogę. Nic nie było dobrym wyborem, bo nie wiadomo kiedy przyjedzie reszta bandy, a tych czterech, chociaż udawali, że się nią już nie interesują, to była pewna, że tak nie jest. Wolała nie być łatwym celem.
Przeszła się po całej bazie, a idealne miejsce znalazła dopiero gdy spojrzała do góry. Przy stropie wisiały grube belki biegnące jak pajęczyna nad całym budynkiem, niekiedy podpierane filarami. Taki filar właśnie stał niedaleko ściany i sterty koców.
-Może być…- mruknęła do siebie i wspięła się po nim do góry.
Nie było pajęczyn, widok miała na większą część bazy, a ją musiałby ktoś dopiero poszukać, bo nie była łatwo zauważalna. Ułożyła torbę pod głową, wyjęła nóż z buta i wbiła w belkę tak, by mieć go pod ręką i pozwoliła rozmowom nowych kolegów odejść w ciszę.
Nie sądziła, że zapadnie w sen tak szybko.
Przeczuwała, że pobudka będzie gwałtowna.

Brak komentarzy: