Dodatki na bloga

9/03/2017

35 Przyjąć, zaangażować, pozwolić działać



Drużyna Churchilla do nowych zawsze podchodziła z rezerwą, ale nikt nie potrafił ukryć fali niechęci, która rozlała się po szeregach, gdy Kapitan im ją przedstawił.

Rutynowo najemnicy spotkali się w szopie na terenie starych stajni, w polach za miastem. Dawno wyczyszczona przez szubrawców, a zabezpieczona przez zdolną ekipę techników i nie wiedzieli jeszcze kogo, została im oddana w posiadanie jako miejsce odpraw i popijaw po udanych akcjach. Wielu chłopaków kimało tam na starych kanapach, gdy nie mieli chwilowego dachu nad głową, albo musieli przeczekać nagankę* (*policyjne łowy na zbirów, w grach policja ma nad głowami czerwone wykrzykniki). W tym czasie znieśli na bazę przeróżne rzeczy, na których zbierał się syf i kurz. Stereotypowo kobieta uznałaby całość bazy za chlew, ale chłopakom to nie przeszkadzało, bo każdy zawsze wiedział gdzie co jest i każdy miał swoje miejsce, a poza tym żadnych bab do siebie nie zapraszali, a ta co się wprosiła… hm, no cóż, to już jej problem.  

Kapitan się spóźniał, ale ryk silnika na podjeździe usłyszeli sekundy przed studenckim kwadransem, więc nikt nie cisnął ani nie komentował. Wiadomo, szef ma swoje przywileje. Najpierw wysiadł on, tego byli pewni po charakterystycznym sposobie szurania żwirem podczas chodzenia, a potem nieznajomy. Otwarte drzwi przysłonił ogromny cień i na raz wszyscy najemnicy poderwali się do salutu. Nie odrywali pięści od klat aż do momentu kiedy Kapitan przeszedł między nimi na środek sali, rzucił teczki na biurko i powiedział:
-Spocznij!
Chłopaki słyszeli, ale oprócz cofnięcia dłoni w pobliże posiadanej broni, nie wracali do porzuconych zajęć tak jak zazwyczaj, ale z napięciem czekali, aż Kapitan przedstawi dziwnego gościa.
-Spocznij, usiądźcie, spokojnie- Szef skrzywił usta w cień uśmiechu.- Nie ma się czego bać. Mam zaszczyt przedstawić wam nowego członka naszej wesołej kompanii. To jest… ee, a jak ty w ogóle miałaś na imię?
                -Mało ważne-wzruszyła ramionami.- Mówcie mi jak chcecie.
                Patrzyło na nią dwanaście nieufnych par oczu. Zdziwił ich jej niedojrzały głos i ogólny wygląd. Miała na sobie luźne wojskowe spodnie na szelkach i z nogawkami wciśniętymi w wysokie buty taktyczne, obcisły sportowy t-shirt, nabijaną ćwiekami skórzaną kurtkę i kolorową chustę pod szyją zasłaniającą usta. Przy nodze trzymała sportową torbę, z lewego buta wystawał jej nóż, a pod rozpiętą kurtką zarysowywały się ładne kształty… Walthera P22.
                -Powiem wprost,- kapitan mówił sztywno do swoich ludzi- nie planowałem rekrutacji świeżaków, ale zleceniodawca polecił nam rozpatrzenie przyjęcia… tej o to tutaj na stanowisko, hm, konsultant. Zaleceń odgórnych zlekceważyć nie można, tym bardziej jak stawiają nam za to premię- podkreślił ostatnie słowo.
                Miny najemników powoli zaczęły się zmieniać, ale nie można było się spodziewać po nich żadnej z reakcji. Byli zbiorowiskiem ludzi bardzo od siebie różnych, a dopasowanych raczej wspólnymi celami i późniejszym wynagrodzeniem niż jakimkolwiek uczuciem do siebie.
                -Tak więc proszę bardzo, przywitajcie się z koleżanką. A jak mi ktoś bez potrzeby burdy będzie robił, to łeb przy dupie ukręcę, panowie- panowie nie odpowiedzieli zajęci obserwowaniem tego, na co zostali zmuszeni.- Szerif!
                -Tak jest- prawa ręka szefa był już przy nim.
                -No widzę, że jest. Miło mi, kurwa, bardzo. Robimy wypad po zaopatrzenie, zbierz paru chłopaków.
                Teraz słowa szefa odwzajemnione zostały ogólną aprobatą. Po zaopatrzenie jeździli rzadko, ale nie było to dziwne, bo podstawy szef fundował im z własnej kieszeni, sami płacili dopiero za coś ekstra. Kapitan pilnował, aby chłopaki byli odpowiednio przygotowani do każdej akcji. Dopuszczał odchyły, inne style, niestandardową broń, o ile rezultaty były zawsze takie same- mission completed.
                -Ci najbardziej bitni i agresywni mają jechać. Żebyś mi tu teraz nie zostawił jakiś problemów, bo się jeszcze pozabijają z … no. Wiesz, Szerif- Churchill wyszeptał mu na osobności.
                -Wiem, Kapitanie. A co z…
                -Traktujemy jak naszego. Ale im mniej chłopaków teraz tu zostanie tym lepiej.
                -To może zostawić kogoś żeby przypilnował?
                -Nie. Nie będę procedur otwierał. Jesteśmy najemnikami, a nie bandą przedszkolaków to niech i ona sama się pilnuje. Jest u nas, niech się nauczy zachowywać jak nasza.
                -Szefie… bo szef to mówi jakby ona tu miała już na zawsze zostać,- Szerif potarł niepewnie czoło, czując, że pytanie jest w tym momencie kłopotliwe.
                -Niczego nie wykluczamy. Zlecenie jest jasne, ale nie wyjaśniaja całości naszego… problemu,- Kapitan poprawił kurtkę od polowego munduru i krzyknął za siebie- Ruchy, panowie! Wypad za 5-0!
                -Jeśli można, to jakie są wewnętrzne cele? Odnośnie… nowej.
                -Przyjąć, zaangażować, pozwolić działać. Tyle.
                -Tak jest- niesalutując naprężył się i patrzył jak szef odchodzi.

                Kiedy Churchill zniknął już za metalowymi drzwiami, odwrócił się do biurka i rozwalonych na nim papierów. Wygrzebał spod sterty całkowicie niezbędnych i ważnych dokumentów zeszyt w kratkę, a potem zanurkował po długopis. Wypisał na marginesie tych chłopaków, którzy musieli jechać i tych co powinni. Wszyscy nadal stali wokół nieruchomej nowoprzybyłej, więc nie musiał na nich wykrzykiwać, tylko szybko wywalił z bazy, tylu ilu się dało, od reszty spisał ewentualne zamówienia na amunicję i z niechęcią zwrócił się do niej.
                -Przydzielimy Ci standardowe wyposażenie, ale może chcesz czegoś specjalnego?
                Patrzył na nią z wymuszoną uprzejmością i skrywanym głęboko zainteresowaniem. Odwróciła się do niego chowając dłoń po kurtkę. Odskoczył odruchowo, machając ręką przy pasie, gdzie wisiał jego ukochany rewolwer.
                -Spokojnie- wyjęła powoli pistolet trzymając go w dwóch palcach, tak by luźno zwisał lufą w dół. Potrafiła w mgnieniu oka zmienić uchwyt i trafić w nieruchomy cel w odległości do 200 metrów, ale Sherif tego nie wiedział, więc trochę się uspokoił. Wyjęła magazynek i sprawdziła ile kul zostało.
                -Hm… cztery i jedna w komorze to za mało, więc poproszę o dwa pełne magazynki. .22 LR standard, no chyba że znajdziecie tam paczkę czegoś fajowego,- schowała broń.
                Najemnik nadal napinał mięśnie gotowy na jakikolwiek gwałtowny ruch. Gdzieś za nimi zaskrzypiała kanapa, zasyczało odkapslowane piwo.
                -Nie zapisałeś,- powiedziała wskazując na notes.
                -To wszystko?- tamten zreflektował się i wybazgrał coś u dołu strony.
                -A można coś więcej? Bo szczerze, to napiłabym się czegoś innego niż piwa, a chyba tylko to tu macie. Czy mogłabym prosić o skrzynkę coca-coli?
                -Zobaczę…- spojrzał na nią spod byka i odszedł.
                Metalowe drzwi głośno trzasnęły, żwir zachrzęścił i na całą okolicę pozostało już tylko czterech niebezpiecznych ludzi. 

                I potwór.

1 komentarz:

Keynyek pisze...

Ciekawie móc znów czytać nowe wpisy. Jak zawsze wciąga