Dodatki na bloga

3/11/2016

2 Kłótnia z M



Pokłóciłam się z Mileną.
Niezły początek, wiem, nie gratulujcie mi. Mówiąc, że to nie moja wina, że nie specjalnie czy coś, raczej bym skłamała, tak więc powiem prawdę. Ale od początku.
Dałam Milenie czas, zresztą jak wszyscy, ale nie mogłam jej ani unikać, ani cały czas się pilnować, bo to było dla całego naszego otoczenia męczące. Dziwnie się patrzyli, zagajali czy coś między nami jest nie tak, dlaczego się do siebie nie odzywamy, czemu jest między nami taka „przestrzeń”… Zaczęło mnie wkurzać stąpanie po niewiadomym, a nie mając się na czym oprzeć nie mogłam niczego przypuszczać. Tak więc po tygodniu, a w sumie to nawet nie całym, bo w najbliższy poniedziałek zagaiłam do niej. 

-No więc ten… jak tam?- przysiadłam się na parapecie obok dziewczyny.
-A nic. Tak sobie. A u Ciebie?- odpowiedziała nie odrywając wzroku od ekranu telefonu.
-Spoko- spojrzałam na nią.
Blond włosy zakrywały poróżowione policzki Mileny. Stukała palcami w ekran z szybkością karabinu maszynowego, a kolor jej polakierowanych paznokci odbijał się na nim czerwoną smugą. Zajadle z kimś pisała kłócąc się o coś, bo nawet nie poprawiała błędów ortograficznych. Dziewczyna nie lubiła kiedy patrzyło jej się przez ramię, więc po chwili zwróciła na mnie uwagę.
-Wiem że pewnie masz teraz mnóstwo na głowie, ale chyba musimy porozmawiać- powiedziałam.
-Taak? A o czym?- schowała telefon starając się zachować spokój, ale wiedziałam, że jest bardzo zdenerwowana.
-To trudne… nie chcę cię… przest… em… urazić czy coś więc…- przed nami przeszła jakaś roześmiana grupa nastolatek, a ja na chwilę zawiesiłam na nich wzrok, żeby dobrać słowa i zdałam sobie sprawę, że na korytarzu było za głośno.- Chodźmy gdzieś gdzie jest ciszej, co?
Milena podążyła za mną na parter. Przeszłyśmy przez przejściówkę, potem przez korytarz łączący halę sportową z basenem i stanęłyśmy przy wysokim parapecie. Odłożyłam plecak na bok, ale nie mogłam się powstrzymać od typowego dla mnie dreptania. Ten odruch sama nazwałam „nogami piłkarza”, bo nie wiadomo dlaczego, ale czasami po prostu tak mam… ruszam nogami jakbym miała zaraz przyjąć piłkę i przeprowadzić akcję na boisku… Heh. Czasy mnie jako piłkarza się skończyły, ale chyba w serduchu nadal mam „to coś” i nogi nadal chcą dotknąć piłki. Ekhem, wracając.
-To o czym chciałaś pogadać?- dziewczyna poprawiła czerwoną koszulkę w róże i oparła się o ścianę.
-Dlaczego cię tak krótko nie było? Znaczy… eee… długo. Dlaczego cię tak długo nie było!
-No wiesz! Nie każ mi tego jeszcze raz opowiadać. Wszystkim już mówiłam.
-No wiem… ale ja pytam o prawdziwy powód.
-Prawdziwy powód? Prawdziwy powód?! Czy ty też uważasz mnie za wariatkę?
-Słucham? War… em… Co?
-Nie myślisz chyba jak Patryk, że byłam w jakimś szpitalu psychiatrycznym?
-A! To… Nie obrażaj się na niego za to, Mili. Oglądali ostatnio horror o psychiatryku i tam była taka akcja, że taka babka straciła córkę w wypadku, bo taki gościu wcześniej był w psychiatryku i on tam spotkał ludzi, którzy…. Nie ważne. I nie, wcale tak nie myślę. Ja po prostu…- weszłam w tryb szybkiego wyrzucania z siebie słów i dobrze, że Milena mi przerwała.
-Julka, daruj, dobra- dziewczyna odwróciła wzrok w stronę okna.
-Przepraszam, Mili. Sorry, mój błąd nie powinnam była, to było głupie.
Milena była na mnie zła. Widziałam, że wtedy, kiedy poprosiłam o rozmowę na parapecie, to poczuła się zagrożona, ale wnioskując po jej reakcji, to chyba raczej nic o mnie nie wiedziała. Bo przecież wtedy by się odezwała, prawda? Jakimś tajnym kodem, czy coś.
-A w takim razie Mili, to… ten… czy wydaje ci się, że się zmieniłam?
Zadałam to pytanie, a Milena spojrzała na mnie zbita z tropu.
-Co? Co masz na myśli?- spytała z głupią miną.
-No wiesz…- zbliżyłam się do niej patrząc jej w oczy.-czy widzisz we mnie… ten… coś szczególnego? Innego?
-Nie rozumiem o co ci chodzi. Do czego ty zmierzasz, Julka?
Dziewczyna była zniesmaczona. To było po niej widać. Ale się nie dziwię, bo pewnie też bym się tak z tym czuła. Wracasz, a tu ci taka idiotka pytania tego typu zadaje… Ale no, nie. To w końcu ona tam była, czy jej tam nie było? A może to nie ona!
-Mileno. Czy ty jesteś cyborgiem?- wypaliłam prosto z mostu.
-Julka, nie wygłupiaj się,- jej reakcja była całkowicie oczekiwana, a mina świadczyła o tym, że ona jednak nie jest cyborgiem.- Idę na lekcję.
Patrzyłam jak dziewczyna odchodzi z miesznaymi uczuciami. Nie poszło tak jak chciałam. Ludzie, przy których zwykle byłam, ci normalni ludzie, kiedy zaczynało dziać się Coś, to oni tego nie pamiętali. Chociaż... w sumie nie wiem, bo nigdy nie dociekałam. Oni po prostu pomijają Takie zdarzenia. Jakby nie były Czymś. Na przykład jakby jutro była Zombie Apocalypsa, to gdybym się po jej zakończeni zapytała kogokolwiek co robił przez ten tydzień, to odpowiedziałby, że nic szczególnego i dalej machinalnie zmywałby krew z sufitu. I mogłabym krzyczeć do nich, że przecież wczoraj walczyliśmy o przetrwanie rozczaskując nieumarłym twarze szpicą od georaficznej mapy afryki, a oni albo by mnie minęli szepcąc, że jestem wariatką, albo udali że nie słyszą. A potem wszyscy by zapomnieli. I dlaczego tak się kurka wodna dzieje?! Nie wiem.
Zadzwonił dzwonek, a ja zostałam sama na korytarzu. Milena się na mnie obraziła. To było czuć. Dziewczyna miała z resztą rację. Wygłupiłam się. Mogłam zrobić coś kurcze innego! Powinnam to zrobić. Powinnam była pogadać z Wielkimi Wilkami... I teraz bach! Jest parę dni do przerwy świątecznej, tak naprawdę minęło bardzo dużo czasu od ścięcia głowy Krausowi, a z Wielkimi Wilkami od tamtej pory nie rozmawiałam. A nawet jeśli, to jak mam z nimi pogadać? Do tego ich Pogranicza, do tej pory dotarłam za pośrednictwem Marcusa Twaina, kiedy dotknęłam nosem jego nosa i tak dalej. Mam wysłać niezaadresowany list, a oni sami go magicznym sposobem odbiorą? Hmm. Toż zagwostka! (Powiedziałam to sarkastycznie.)
Do przerwy świątecznej nie rozmawiałam z Mileną. Nie potrafiłam. Zamiast się ujawniać, zamiast rozmawiać, wolałam sama się po prostu od niej… hm… odsunąć. Ale wiecie jak to jest, nie odgradzasz się od osoby, tylko od grupy. I tak właśnie zrobiłam. Odgrodziłam się od nich. Wszystkich. Nie mogłam po prostu być blisko… Ja… Nie wiem tak do końca czemu. Po prostu to było jakieś… inne.
Trudno. Po prostu trudno… heh. Nie martwcie się o mnie! Taką egoistką to nie jestem i to że byłam wredna dla wszystkich i tak dalej, postanowiłam choć po części naprawić. Żeby się ludziom dobrze ostatni dzień przed Świętami wspominał.
Rano ubrałam się ładnie, zapakowałam pierniki i powiedziałam sobie, że będę się uśmiechać. Do gimbusa weszłam w świetnym nastroju. Przywitałam się głośnym "Dzieeeeeeeeń Dobry!" i usiadłam na moim miejscu. To jest fajne w gimbusach- wiesz, że twoje miejsce zawsze będzie wolne. Ania weszła do środka zachaczając mikołajową czapką o drzwi, ale nawet wtedy wyglądała uroczo. W czerwonej sukience w groszki, granatowym płaszczyku i nowych kozaczkach robiła wrażenie.
-Witaj Juliet! O! Widze, że masz humor.
-Humor to mam zawsze kiedy cię widzę, Aniołku- odpowiedziałam czekając aż zajmie miejsce.
Kiedy kierowca odjechał od ostatniego przystanku zapytałam Ani czy wiedziała, że Mileny nie będzie, bo ta się nie pojawiła. Oczywiście moje pytanie było głupie. Bardzo głupie. Znowu zawaliłam, bo to było pewne, że Mileny na Wigilii Klasowej nie będzie. Nigdy jej nie ma. Tak samo jak na religii czy rekolekcjach adwentowych. Mój błąd. Kolejny raz, mój błąd.
Jedzenie barszczu i dzielenie się opłatkiem spędziliśmy w miłej, koleżeńskiej atmosferze. Chłopcy, nasi klasowi idioci (to idzioci to tak czule, nie obraźliwie), chciaż powiedzieli, że im nie zależy i nie przyjdą, to jednak zdobyli się na odwagę i usiedli z nami do stołu. Przeoczyłam kiedy wchodzili do klasy, bo razem z Olą poszłam do poloniski, ale kiedy ich zobaczyłam, to nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam szczerym śmiechem.
-Chłopaki! Jak ja się cieszę, że was widzę- powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
No wiecie. Osobiście to ja nie potrafię się do nich nie uśmiechać. Są na to za fajni. Złożyłam im życzenia, każdego przytuliłam "na misia" (no oprócz Mateusza, bo on mnie lubi tylko na historii kiedy z nim siedzę) i czułam się dumna. Cały dzień patrzyłam na radosnych i uśmiechniętych ludzi. Miło tak spędzić taki dzień z ukochaną osobą, prawda? Widziałam jak bardzo cieszyła się Ania, kiedy Adrian przyniósł jej kwiaty. Rumieńce pasowały do mikołajowej czapki. Drużyna A to jednak ma szczęście… Jak się wszystko skończyło i szłam sobie samotnie chodnikiem, to wreszcie mogłam zdjąć uśmiech z twarzy. Dzień był spoko, a ludzie będą pamiętać ten dobry nastrój , bo chociaż dla mnie był udawany, to dla nich nie.
Kiedy weszłam do domu i spojrzałam na zdjęcie Mileny na fb, to od razu przypomniałam sobie co miałam zrobić. Już wyłączałam komputer, kiedy naszła mnie głupia myśl. Wpisałam w wyszukiwarkę fb : Marcus Twain. O dziwo, był tam! Profilówka w kawiarni z książką, info o tym gdzie studiował, jacyś znajomi. Jeszcze eaz przyjrzałam się profilowemu Wilka, ale byłam pewna, że to był on. Dodałam go do znajomych. Poczekałam chwilę, ale nie odpowiedział. Mogło go po prostu nie być na fb, więc nie wyłączając go odłożyłam laptopa i poszłam na obiad. Zdążyłam jeszcze zrobić galaretki owocowe do ciasta, które piekła babcia zanim otrzymałam odpowiedź. Twain odrzucił zaproszenie.
-Em... Co? Ale czemu?- wyjęczałam do komputera.
Przejęłam się za wcześnie, bo po chwili, otrzymałam od niego wiadomość.
"  BigWolfTwain@gmail.com  Napisz do mnie."
Heh. To było potwierdzenie, że to odpowiedni człowiek.
-Bum! I co! Julka jednak potrafi! -cieszyłam się, bo Wilk odpowiedział na moje "Hej :)" na hangoustcie.
-"Dobrze, że mnie odnalazłaś. Powinniśmy porozmawiać."
-"Zgadzam się z tym. Milena wróciła."
-"Tak."
-"Dlaczego tak krótko? Mówiliście o latach."
-"Dziewczyna ma dar."
-"To znaczy, że ukończyła szkolenie?"
-"Nie. Dostała pozwolenie na powrót do rodziny ze względu na to, że opanowała już kluczowe umiejętności."
-"Rozumiem. Czy ona o mnie wie?"
-"Przekazaliśmy jej rozległą wiedzę, ale postanowiliśmy nie wdrażać jej w niektóre tematy. Rada zadecydowała, że na tym etapie nie będziemy ingerować w prywatne życie dziewczyny, ale jeśli tego sobie życzysz, ujawnimy jej prawdę o tobie."
Zastanowiłam się. Tak na prawdę, to nie chciałam, żeby ktokolwiek o mnie wiedział.
-"Nie. Pragnę aby informacje o mnie, zostały utajnione."
-"Przekażę to Radzie."
-"Czy wydarzenia podczas walki z Krausem nie przeszkodziły w szkoleniu?"
-"Podczas szkolenia dziewczyna przebywała w odosobnieniu, bez dostępu do świata zewnętrznego."
Rozprostowałam palce. Teraz musiałam spytać o coś bardzo ważnego.
-"Czy zaistniała sytuacja z Karausem nie sprawiła problemu Radzie?”
-„Rada była szczęśliwa pomagając wyzwolicielce naszych braci, a także gładząc węża.”
-„Czy ponieśliście jakieś straty?”
-„Niewielkie w porównaniu do korzyści. Nie męcz swoich myśli tą sprawą, Julio.”
-„Dobrze. Jak inaczej mogę się skontaktować z Tobą, lub Radą?”
-„Chwilowo, to musi nam wystarczyć. Rada posiada teraz pewne sprawy niecierpiące zwłoki.”
-„Czy jest coś w czym mogę pomóc?”
-„Nie. To nie twoja walka, Wojowniku.”
-„Rozumiem. Tak więc do zobaczenia.”
-„Pomyślnych dni, Julio.”
Wyłączyłam komputer.
Tego dnia zrobiłam coś jeszcze, co też było ważne. Pojechałam do Mileny i pogodziłam się z nią. Przeprosiłam, dałam czekoladę i wytłumaczyłam jaką jestem idiotką i że mi przykro. Wróciłam wieczorem, pamiętając, żeby spojrzeć w lustro i się uśmiechnąć. Słabo mi ten uśmiech wyszedł. No ale cóż.
Wszystko będzie dobrze, nie?

3 komentarze:

Alex pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Kurdeeee...
Komentarze mi się psują...


Świetny rozdział. Chociaż moje pomalowane paznokcie mnie dobiły xD

Ściskam
~ Alex :*

Unknown pisze...

Wiedziałąm ,że Milka nie bedzie chciała o tym gadać jest nie złą aktorką . Nie dała po sobie poznać ,że wie o co chodzi ;3 Ale może to lepiej ,że ona nie wie o Juliet .