Pokłóciłam się z Mileną.
Niezły początek, wiem, nie gratulujcie mi.
Mówiąc, że to nie moja wina, że nie specjalnie czy coś, raczej bym skłamała,
tak więc powiem prawdę. Ale od początku.
Dałam Milenie czas, zresztą jak wszyscy, ale
nie mogłam jej ani unikać, ani cały czas się pilnować, bo to było dla całego
naszego otoczenia męczące. Dziwnie się patrzyli, zagajali czy coś między nami
jest nie tak, dlaczego się do siebie nie odzywamy, czemu jest między nami taka
„przestrzeń”… Zaczęło mnie wkurzać stąpanie po niewiadomym, a nie mając się na
czym oprzeć nie mogłam niczego przypuszczać. Tak więc po tygodniu, a w sumie to
nawet nie całym, bo w najbliższy poniedziałek zagaiłam do niej.
-No więc ten… jak tam?- przysiadłam się na
parapecie obok dziewczyny.
-A nic. Tak sobie. A u Ciebie?- odpowiedziała
nie odrywając wzroku od ekranu telefonu.
-Spoko- spojrzałam na nią.
Blond włosy zakrywały poróżowione policzki
Mileny. Stukała palcami w ekran z szybkością karabinu maszynowego, a kolor jej
polakierowanych paznokci odbijał się na nim czerwoną smugą. Zajadle z kimś
pisała kłócąc się o coś, bo nawet nie poprawiała błędów ortograficznych.
Dziewczyna nie lubiła kiedy patrzyło jej się przez ramię, więc po chwili
zwróciła na mnie uwagę.
-Wiem że pewnie masz teraz mnóstwo na głowie,
ale chyba musimy porozmawiać- powiedziałam.
-Taak? A o czym?- schowała telefon starając się
zachować spokój, ale wiedziałam, że jest bardzo zdenerwowana.
-To trudne… nie chcę cię… przest… em… urazić
czy coś więc…- przed nami przeszła jakaś roześmiana grupa nastolatek, a ja na
chwilę zawiesiłam na nich wzrok, żeby dobrać słowa i zdałam sobie sprawę, że na
korytarzu było za głośno.- Chodźmy gdzieś gdzie jest ciszej, co?
Milena podążyła za mną na parter. Przeszłyśmy
przez przejściówkę, potem przez korytarz łączący halę sportową z basenem i
stanęłyśmy przy wysokim parapecie. Odłożyłam plecak na bok, ale nie mogłam się
powstrzymać od typowego dla mnie dreptania. Ten odruch sama nazwałam „nogami
piłkarza”, bo nie wiadomo dlaczego, ale czasami po prostu tak mam… ruszam
nogami jakbym miała zaraz przyjąć piłkę i przeprowadzić akcję na boisku… Heh.
Czasy mnie jako piłkarza się skończyły, ale chyba w serduchu nadal mam „to coś”
i nogi nadal chcą dotknąć piłki. Ekhem, wracając.
-To o czym chciałaś pogadać?- dziewczyna
poprawiła czerwoną koszulkę w róże i oparła się o ścianę.
-Dlaczego cię tak krótko nie było? Znaczy… eee…
długo. Dlaczego cię tak długo nie było!
-No wiesz! Nie każ mi tego jeszcze raz
opowiadać. Wszystkim już mówiłam.
-No wiem… ale ja pytam o prawdziwy powód.
-Prawdziwy powód? Prawdziwy powód?! Czy ty też
uważasz mnie za wariatkę?
-Słucham? War… em… Co?
-Nie myślisz chyba jak Patryk, że byłam w
jakimś szpitalu psychiatrycznym?
-A! To… Nie obrażaj się na niego za to, Mili.
Oglądali ostatnio horror o psychiatryku i tam była taka akcja, że taka babka
straciła córkę w wypadku, bo taki gościu wcześniej był w psychiatryku i on tam
spotkał ludzi, którzy…. Nie ważne. I nie, wcale tak nie myślę. Ja po prostu…-
weszłam w tryb szybkiego wyrzucania z siebie słów i dobrze, że Milena mi
przerwała.
-Julka, daruj, dobra- dziewczyna odwróciła
wzrok w stronę okna.
-Przepraszam, Mili. Sorry, mój błąd nie
powinnam była, to było głupie.
Milena była na mnie zła. Widziałam, że wtedy,
kiedy poprosiłam o rozmowę na parapecie, to poczuła się zagrożona, ale
wnioskując po jej reakcji, to chyba raczej nic o mnie nie wiedziała. Bo przecież
wtedy by się odezwała, prawda? Jakimś tajnym kodem, czy coś.
-A w takim razie Mili, to… ten… czy wydaje ci
się, że się zmieniłam?
Zadałam to pytanie, a Milena spojrzała na mnie
zbita z tropu.
-Co? Co masz na myśli?- spytała z głupią miną.
-No wiesz…- zbliżyłam się do niej patrząc jej w
oczy.-czy widzisz we mnie… ten… coś szczególnego? Innego?
-Nie rozumiem o co ci chodzi. Do czego ty
zmierzasz, Julka?
Dziewczyna była zniesmaczona. To było po niej
widać. Ale się nie dziwię, bo pewnie też bym się tak z tym czuła. Wracasz, a tu
ci taka idiotka pytania tego typu zadaje… Ale no, nie. To w końcu ona tam była,
czy jej tam nie było? A może to nie ona!
-Mileno. Czy ty jesteś cyborgiem?- wypaliłam
prosto z mostu.
-Julka, nie wygłupiaj się,- jej reakcja była całkowicie
oczekiwana, a mina świadczyła o tym, że ona jednak nie jest cyborgiem.- Idę na
lekcję.
Patrzyłam jak dziewczyna odchodzi z miesznaymi
uczuciami. Nie poszło tak jak chciałam. Ludzie, przy których zwykle byłam, ci
normalni ludzie, kiedy zaczynało dziać się Coś, to oni tego nie pamiętali.
Chociaż... w sumie nie wiem, bo nigdy nie dociekałam. Oni po prostu pomijają
Takie zdarzenia. Jakby nie były Czymś. Na przykład jakby jutro była Zombie
Apocalypsa, to gdybym się po jej zakończeni zapytała kogokolwiek co robił przez
ten tydzień, to odpowiedziałby, że nic szczególnego i dalej machinalnie
zmywałby krew z sufitu. I mogłabym krzyczeć do nich, że przecież wczoraj
walczyliśmy o przetrwanie rozczaskując nieumarłym twarze szpicą od georaficznej
mapy afryki, a oni albo by mnie minęli szepcąc, że jestem wariatką, albo udali
że nie słyszą. A potem wszyscy by zapomnieli. I dlaczego tak się kurka wodna
dzieje?! Nie wiem.
Zadzwonił dzwonek, a ja zostałam sama na
korytarzu. Milena się na mnie obraziła. To było czuć. Dziewczyna miała z resztą
rację. Wygłupiłam się. Mogłam zrobić coś kurcze innego! Powinnam to zrobić.
Powinnam była pogadać z Wielkimi Wilkami... I teraz bach! Jest parę dni do
przerwy świątecznej, tak naprawdę minęło bardzo dużo czasu od ścięcia głowy Krausowi,
a z Wielkimi Wilkami od tamtej pory nie rozmawiałam. A nawet jeśli, to jak mam
z nimi pogadać? Do tego ich Pogranicza, do tej pory dotarłam za pośrednictwem
Marcusa Twaina, kiedy dotknęłam nosem jego nosa i tak dalej. Mam wysłać
niezaadresowany list, a oni sami go magicznym sposobem odbiorą? Hmm. Toż
zagwostka! (Powiedziałam to sarkastycznie.)
Do przerwy świątecznej nie rozmawiałam z
Mileną. Nie potrafiłam. Zamiast się ujawniać, zamiast rozmawiać, wolałam sama
się po prostu od niej… hm… odsunąć. Ale wiecie jak to jest, nie odgradzasz się
od osoby, tylko od grupy. I tak właśnie zrobiłam. Odgrodziłam się od nich.
Wszystkich. Nie mogłam po prostu być blisko… Ja… Nie wiem tak do końca czemu.
Po prostu to było jakieś… inne.
Trudno. Po prostu trudno… heh. Nie martwcie się
o mnie! Taką egoistką to nie jestem i to że byłam wredna dla wszystkich i tak
dalej, postanowiłam choć po części naprawić. Żeby się ludziom dobrze ostatni
dzień przed Świętami wspominał.
Rano ubrałam się ładnie, zapakowałam pierniki i
powiedziałam sobie, że będę się uśmiechać. Do gimbusa weszłam w świetnym
nastroju. Przywitałam się głośnym "Dzieeeeeeeeń Dobry!" i usiadłam na
moim miejscu. To jest fajne w gimbusach- wiesz, że twoje miejsce zawsze będzie
wolne. Ania weszła do środka zachaczając mikołajową czapką o drzwi, ale nawet
wtedy wyglądała uroczo. W czerwonej sukience w groszki, granatowym płaszczyku i
nowych kozaczkach robiła wrażenie.
-Witaj Juliet! O! Widze, że masz humor.
-Humor to mam zawsze kiedy cię widzę, Aniołku-
odpowiedziałam czekając aż zajmie miejsce.
Kiedy kierowca odjechał od ostatniego
przystanku zapytałam Ani czy wiedziała, że Mileny nie będzie, bo ta się nie
pojawiła. Oczywiście moje pytanie było głupie. Bardzo głupie. Znowu zawaliłam,
bo to było pewne, że Mileny na Wigilii Klasowej nie będzie. Nigdy jej nie ma.
Tak samo jak na religii czy rekolekcjach adwentowych. Mój błąd. Kolejny raz,
mój błąd.
Jedzenie barszczu i dzielenie się opłatkiem
spędziliśmy w miłej, koleżeńskiej atmosferze. Chłopcy, nasi klasowi idioci (to
idzioci to tak czule, nie obraźliwie), chciaż powiedzieli, że im nie zależy i
nie przyjdą, to jednak zdobyli się na odwagę i usiedli z nami do stołu.
Przeoczyłam kiedy wchodzili do klasy, bo razem z Olą poszłam do poloniski, ale
kiedy ich zobaczyłam, to nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam szczerym
śmiechem.
-Chłopaki! Jak ja się cieszę, że was widzę-
powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
No wiecie. Osobiście to ja nie potrafię się do
nich nie uśmiechać. Są na to za fajni. Złożyłam im życzenia, każdego
przytuliłam "na misia" (no oprócz Mateusza, bo on mnie lubi tylko na
historii kiedy z nim siedzę) i czułam się dumna. Cały dzień patrzyłam na
radosnych i uśmiechniętych ludzi. Miło tak spędzić taki dzień z ukochaną osobą,
prawda? Widziałam jak bardzo cieszyła się Ania, kiedy Adrian przyniósł jej
kwiaty. Rumieńce pasowały do mikołajowej czapki. Drużyna A to jednak ma
szczęście… Jak się wszystko skończyło i szłam sobie samotnie chodnikiem, to
wreszcie mogłam zdjąć uśmiech z twarzy. Dzień był spoko, a ludzie będą pamiętać
ten dobry nastrój , bo chociaż dla mnie był udawany, to dla nich nie.
Kiedy weszłam do domu i spojrzałam na zdjęcie
Mileny na fb, to od razu przypomniałam sobie co miałam zrobić. Już wyłączałam
komputer, kiedy naszła mnie głupia myśl. Wpisałam w wyszukiwarkę fb : Marcus
Twain. O dziwo, był tam! Profilówka w kawiarni z książką, info o tym gdzie
studiował, jacyś znajomi. Jeszcze eaz przyjrzałam się profilowemu Wilka, ale
byłam pewna, że to był on. Dodałam go do znajomych. Poczekałam chwilę, ale nie
odpowiedział. Mogło go po prostu nie być na fb, więc nie wyłączając go
odłożyłam laptopa i poszłam na obiad. Zdążyłam jeszcze zrobić galaretki owocowe
do ciasta, które piekła babcia zanim otrzymałam odpowiedź. Twain odrzucił
zaproszenie.
-Em... Co? Ale czemu?- wyjęczałam do komputera.
Przejęłam się za wcześnie, bo po chwili,
otrzymałam od niego wiadomość.
Heh. To było potwierdzenie, że to odpowiedni
człowiek.
-Bum! I co! Julka jednak potrafi! -cieszyłam
się, bo Wilk odpowiedział na moje "Hej :)" na hangoustcie.
-"Dobrze, że mnie odnalazłaś. Powinniśmy
porozmawiać."
-"Zgadzam się z tym. Milena wróciła."
-"Tak."
-"Dlaczego tak krótko? Mówiliście o
latach."
-"Dziewczyna ma dar."
-"To znaczy, że ukończyła szkolenie?"
-"Nie. Dostała pozwolenie na powrót do
rodziny ze względu na to, że opanowała już kluczowe umiejętności."
-"Rozumiem. Czy ona o mnie wie?"
-"Przekazaliśmy jej rozległą wiedzę, ale
postanowiliśmy nie wdrażać jej w niektóre tematy. Rada zadecydowała, że na tym
etapie nie będziemy ingerować w prywatne życie dziewczyny, ale jeśli tego sobie
życzysz, ujawnimy jej prawdę o tobie."
Zastanowiłam się. Tak na prawdę, to nie
chciałam, żeby ktokolwiek o mnie wiedział.
-"Nie. Pragnę aby informacje o mnie,
zostały utajnione."
-"Przekażę to Radzie."
-"Czy wydarzenia podczas walki z Krausem
nie przeszkodziły w szkoleniu?"
-"Podczas szkolenia dziewczyna przebywała
w odosobnieniu, bez dostępu do świata zewnętrznego."
Rozprostowałam palce. Teraz musiałam spytać o
coś bardzo ważnego.
-"Czy zaistniała sytuacja z Karausem nie
sprawiła problemu Radzie?”
-„Rada była szczęśliwa pomagając wyzwolicielce
naszych braci, a także gładząc węża.”
-„Czy ponieśliście jakieś straty?”
-„Niewielkie w porównaniu do korzyści. Nie męcz
swoich myśli tą sprawą, Julio.”
-„Dobrze. Jak inaczej mogę się skontaktować z
Tobą, lub Radą?”
-„Chwilowo, to musi nam wystarczyć. Rada posiada
teraz pewne sprawy niecierpiące zwłoki.”
-„Czy jest coś w czym mogę pomóc?”
-„Nie. To nie twoja walka, Wojowniku.”
-„Rozumiem. Tak więc do zobaczenia.”
-„Pomyślnych dni, Julio.”
Wyłączyłam komputer.
Tego dnia zrobiłam coś jeszcze, co też było
ważne. Pojechałam do Mileny i pogodziłam się z nią. Przeprosiłam, dałam
czekoladę i wytłumaczyłam jaką jestem idiotką i że mi przykro. Wróciłam
wieczorem, pamiętając, żeby spojrzeć w lustro i się uśmiechnąć. Słabo mi ten
uśmiech wyszedł. No ale cóż.
Wszystko będzie dobrze, nie?
3 komentarze:
Kurdeeee...
Komentarze mi się psują...
Świetny rozdział. Chociaż moje pomalowane paznokcie mnie dobiły xD
Ściskam
~ Alex :*
Wiedziałąm ,że Milka nie bedzie chciała o tym gadać jest nie złą aktorką . Nie dała po sobie poznać ,że wie o co chodzi ;3 Ale może to lepiej ,że ona nie wie o Juliet .
Prześlij komentarz