Dodatki na bloga

3/16/2016

3 Łachmany



Święta, Święta i po Świętach. …
Kij z tym, nie opowiadam jak było! I tak nie chcecie tego czytać. Przelećmy (ha ha ha!) więc te… ile? siedem tygodni? osiem?... aż do momentu, w którym znajduję się w niebezpiecznej sytuacji. Dość niebezpiecznej.

Jest środa. Wstaję rano, ubieram się i wychodzę z domu. Glany szurają po brukowej kostce przed domem, kiedy przerzucając plecak na drugie ramię idę po zapasowy klucz od domu. Dziadkowie zapowiedzieli, że nie mają zamiaru wracać na obiad, bo jadą „na badania” (czy oni jeszcze nie zauważyli, że nikt nie wierzy, w te ich dolegliwości i wszyscy wiedzą, że tak naprawdę, to oni zbierają się tajnych posiedzeniach dziadków i babć dotyczących nowych metod wmuszania wnuczkom jedzenia?) i obiadu w sumie nie będzie. Bratu się udało, bo pojechał na wycieczkę klasową i miał wrócić późno, rodzice zjedzą na mieście, a ja musiałam sama sobie coś skombinować. Stwierdziłam, że planować nic nie będę, bo pewnie i tak zjem jakieś kanapki i poczekam na babciną kolację.
Tak więc byłam już przy furtce, kiedy między krzakami w ogródku coś się poruszyło. Mój wewnętrzny dzwoneczek zaświergotał, a ja, błądząc nadal w myślach, odruchowo odskoczyłam do tyłu, uderzając w bramę. Z zieleni, dzielnie zasadzanej co roku przez moją ukochaną mamę, wypadło szare zwierze i rzuciło się na mnie wydając przy tym mało sprecyzowane dźwięki. Ni to warcząc, ni jęcząc rzuciło mi się gardła, przekrwionymi oczyskami wpijając we mnie wściekłe, szalone spojrzenie. Całkowicie się już budząc szybko kucnęłam i próbowałam kolejny raz odskoczyć, ale ciężki od książek plecak zahaczył się między dwoma prętami od stalowej bramy, i zamiast skoku, wykonałam przysiad. Szara kula gniewu padła na mnie kłapiąc szczękami i plując pianą. Miała krępe cielsko oplecione wyżartą i cuchnącą sierścią i bardzo przypominała psa. Złapałam obiema rękami za jego szyję i z odepchnęłam go od siebie, ale nie na długo, bo zaraz znów jego pazury darły moją kurtkę, a zębiska niebezpiecznie zbliżały się do mojej twarzy. Wciąż uwięziona szamotałam się ze stworzeniem chcącym mnie zabić stając się przy tym posapującą, obślinioną i poszarpaną Julką- Totalną Ofiarą Losu.
Kiedy psu udało się zadrapać mnie na udzie i prawie ugryźć w palce, wreszcie dotarło do mnie, że przecież potrafię nie stać się jego przekąską. Puściłam jego zaopatrzone w połamane pazury łapsko i obiema dłońmi zamknęłam szczęki zwierzęcia. Następnie, biorąc głębszy oddech, zacisnęłam uda na psie, a kiedy już go unieruchomiłam, to zmieniłam chwyt i oplatając ramionami jego szyję, ale nadal starając się zamknąć mu paszczę, złożyłam mu duszący uścisk. Pod palcami czułam bród, ślinę i ciepłe, drgające mięśnie wściekłego psa. Kiedy wreszcie przestało kwiczeć i się ruszać musiałam odrzucić jej od siebie, żeby na nowo móc oddychać.
Oswobodziłam się z plecaka, a kiedy wyczepiałam go z bramy, to przed moim nosem przejechał gimbus. Miałam nadzieję, że nikt mnie nie widział, bo trudno byłoby mi wytłumaczyć jak spędziłam poranek.
                Wróciłam do domu i z obrzydzeniem spojrzałam w lustro. Na sobie miałam łachmany, a nawet we włosach bród i ślinę tamtego zwierzęcia. Łachmany zdjęłam i zostawiłam w kącie na ganku, ale włosy i reszta musiały poczekać. Głupi plecak też.
                Wróciłam do psa. Leżał tam gdzie przedtem. Był wielkości… no, psa. Takiego średniego kundla. Tylko ten miał nienaturalnie wykręconą szyję, czerwone ślepia i wciąż kapiącą z pyska pianę. To pierwsze pewnie sama spowodowałam zabijając go, ale reszta była już wcześniej.
-Wścieklizna…- burknęłam pod nosem przyglądając się truchłu.
                Za mną zrobiło się szumnie, jak w każdy poranek przez którego istnienie ludzie zmierzali do pracy, więc po namyśle, ciągnąc go za tylną łapę, przeciągnęłam martwe zwierze za dom, gdzie przechodnie już się pogapić na nie, nie mogli.
-I co ja z tobą teraz zrobię? Psia mać... Jakiś pomysł?
                Wciąż gadając do siebie bez sensu wróciłam do domu.
Ale skąd ten pies?

2 komentarze:

Alex pisze...

No i akcja wraca.
Rozwalilas mnie tajnym posiedzeniem dziadków i babć ...
Życzę weny i czekam na nn
Ściskam mocno :*
~ Alex

Unknown pisze...

Wow. to było mocne ;o
Trochę biedny piesek ;/
No ale chciał Cię zaatakować ;/
Zły pies ;0
Ja zawsze to wiedziałam ,że mają tajne zgromadzenia ;o Już prawie ich odkryłam ;o Ale są sprytniejsi niż myślałam ;p
Czekam nn :*
Weny :D