Święta, Święta i po Świętach. …
Kij z tym, nie opowiadam jak było!
I tak nie chcecie tego czytać. Przelećmy (ha ha ha!) więc te… ile? siedem
tygodni? osiem?... aż do momentu, w którym znajduję się w niebezpiecznej sytuacji.
Dość niebezpiecznej.
Jest środa. Wstaję rano, ubieram
się i wychodzę z domu. Glany szurają po brukowej kostce przed domem, kiedy
przerzucając plecak na drugie ramię idę po zapasowy klucz od domu. Dziadkowie
zapowiedzieli, że nie mają zamiaru wracać na obiad, bo jadą „na badania” (czy
oni jeszcze nie zauważyli, że nikt nie wierzy, w te ich dolegliwości i wszyscy
wiedzą, że tak naprawdę, to oni zbierają się tajnych posiedzeniach dziadków i
babć dotyczących nowych metod wmuszania wnuczkom jedzenia?) i obiadu w sumie
nie będzie. Bratu się udało, bo pojechał na wycieczkę klasową i miał wrócić
późno, rodzice zjedzą na mieście, a ja musiałam sama sobie coś skombinować.
Stwierdziłam, że planować nic nie będę, bo pewnie i tak zjem jakieś kanapki i
poczekam na babciną kolację.
Tak więc byłam już przy furtce, kiedy
między krzakami w ogródku coś się poruszyło. Mój wewnętrzny dzwoneczek
zaświergotał, a ja, błądząc nadal w myślach, odruchowo odskoczyłam do tyłu, uderzając
w bramę. Z zieleni, dzielnie zasadzanej co roku przez moją ukochaną
mamę, wypadło szare zwierze i rzuciło się na mnie wydając przy tym mało
sprecyzowane dźwięki. Ni to warcząc, ni jęcząc rzuciło mi się gardła,
przekrwionymi oczyskami wpijając we mnie wściekłe, szalone spojrzenie.
Całkowicie się już budząc szybko kucnęłam i próbowałam kolejny raz odskoczyć,
ale ciężki od książek plecak zahaczył się między dwoma prętami od stalowej
bramy, i zamiast skoku, wykonałam przysiad. Szara kula gniewu padła na mnie
kłapiąc szczękami i plując pianą. Miała krępe cielsko oplecione wyżartą i
cuchnącą sierścią i bardzo przypominała psa. Złapałam obiema rękami za jego
szyję i z odepchnęłam go od siebie, ale nie na długo, bo zaraz znów jego pazury
darły moją kurtkę, a zębiska niebezpiecznie zbliżały się do mojej twarzy. Wciąż
uwięziona szamotałam się ze stworzeniem chcącym mnie zabić stając się przy tym
posapującą, obślinioną i poszarpaną Julką- Totalną Ofiarą Losu.
Kiedy psu udało się zadrapać mnie
na udzie i prawie ugryźć w palce, wreszcie dotarło do mnie, że przecież potrafię
nie stać się jego przekąską. Puściłam jego zaopatrzone w połamane pazury łapsko
i obiema dłońmi zamknęłam szczęki zwierzęcia. Następnie, biorąc głębszy oddech,
zacisnęłam uda na psie, a kiedy już go unieruchomiłam, to zmieniłam chwyt i
oplatając ramionami jego szyję, ale nadal starając się zamknąć mu paszczę,
złożyłam mu duszący uścisk. Pod palcami czułam bród, ślinę i ciepłe, drgające
mięśnie wściekłego psa. Kiedy wreszcie przestało kwiczeć i się ruszać musiałam
odrzucić jej od siebie, żeby na nowo móc oddychać.
Oswobodziłam się z plecaka, a
kiedy wyczepiałam go z bramy, to przed moim nosem przejechał gimbus. Miałam
nadzieję, że nikt mnie nie widział, bo trudno byłoby mi wytłumaczyć jak
spędziłam poranek.
Wróciłam
do domu i z obrzydzeniem spojrzałam w lustro. Na sobie miałam łachmany, a nawet
we włosach bród i ślinę tamtego zwierzęcia. Łachmany zdjęłam i zostawiłam w
kącie na ganku, ale włosy i reszta musiały poczekać. Głupi plecak też.
Wróciłam
do psa. Leżał tam gdzie przedtem. Był wielkości… no, psa. Takiego średniego
kundla. Tylko ten miał nienaturalnie wykręconą szyję, czerwone ślepia i wciąż
kapiącą z pyska pianę. To pierwsze pewnie sama spowodowałam zabijając go, ale
reszta była już wcześniej.
-Wścieklizna…- burknęłam pod nosem przyglądając
się truchłu.
Za
mną zrobiło się szumnie, jak w każdy poranek przez którego istnienie ludzie
zmierzali do pracy, więc po namyśle, ciągnąc go za tylną łapę, przeciągnęłam
martwe zwierze za dom, gdzie przechodnie już się pogapić na nie, nie mogli.
-I co ja z tobą teraz zrobię? Psia mać... Jakiś
pomysł?
Wciąż
gadając do siebie bez sensu wróciłam do domu.
Ale skąd ten pies?
2 komentarze:
No i akcja wraca.
Rozwalilas mnie tajnym posiedzeniem dziadków i babć ...
Życzę weny i czekam na nn
Ściskam mocno :*
~ Alex
Wow. to było mocne ;o
Trochę biedny piesek ;/
No ale chciał Cię zaatakować ;/
Zły pies ;0
Ja zawsze to wiedziałam ,że mają tajne zgromadzenia ;o Już prawie ich odkryłam ;o Ale są sprytniejsi niż myślałam ;p
Czekam nn :*
Weny :D
Prześlij komentarz