Minął jakiś czas i zrobiło się
znowu spokojniej.
Oczywiście o ile może się zrobić
spokojniej w takim życiu jak moje. Trudno, sprawy często mi się komplikują, ale
co tam, będzie lepiej. To chyba był czwartek, nie ogarniam który miesiąc,
ogólnie czasu już nie jarzę. Było ciepło, więc powiedzmy, że zrobił się już
kwiecień. Siedziałam sobie na korytarzu przed drzwiami do gabinetu Hanselhoffa.
Ktoś wreszcie wpadł na ten genialny pomysł, żeby ustawić tam krzesło, więc z
chęcią z niego skorzystałam. Przemyśliwałam minione chwile na zadaniach dla
doktorka i jakoś mi ten bilans za dobrze nie wypadł, ale słabo też nie było.
Zaliczyłam trzy łatwe dille towaru, jeden grubszy przemyt, lekką bójkę i trochę
paprania się w kolorowych ciuszkach, bo w końcu udawać siebie nie mogłam.
Zresztą co tu dużo mówić, fajnie było. Ciekawe co dalej…
No właśnie. Bo kurcze
jakby mam wrażenie, że to jeszcze nie to, co planuje dla mnie szefuncio, o
przepraszam!, przyjaciel. Moje wątpliwości rozwiały się kiedy wreszcie,
zaparzywszy herbatę i rozlawszy ją do filiżanek upił dużego łyka delektując się
jej różaną wonią i powiedział:
-Proponuję,- zaczął powoli i
delikatnie- wdrożyć w plan twoich działań zaawansowane szkolenie bojowe.
Acha! Już mnie wypróbował i się
skapnął, że mało co umiem. Nie mogłam powiedzieć tego wprost, ale chyba się
cieszyłam. Jedno szkolenie więcej, to parę więcej umiejętności, nie?
-Na czym miałoby polegać? I dlaczego
mi pan je proponuje?
-Moi ludzie złożyli mi raporty z
przeprowadzonych wspólnie z tobą akcji…
-I są niepokojące, prawda?-
przerwałam mu.
Spojrzał na mnie uważnie i
pocierając kciukiem o uszko od filiżanki. Tym razem naczynie było w
biało-pomarańczowe i chabry.
-Ze wszystkich wynika, że nie
posiadasz pewnych umiejętności, które byłyby oczywiste dla twojego profilu.
Westchnęłam czując na karku
przyciągającą mnie do ziemi rzeczywistość.
-No…- westchnęłam.- I pewnie
wyciągnął pan już wnioski, tak?
Delikatnymi dłońmi poprawił
kołnierzyk białej koszuli w seledynowe, cienkie paski. Upiłam herbaty
wyczuwając oprócz dzikiej róży również aronie i jakby maliny.
-Spodziewałam się tego-
powiedziałam pierwsza.- Ale myślałam, że może jakoś mi się uda. Jak zwykle… No
cóż… Tak więc muszę to wreszcie powiedzieć. Nie jestem doświadczonym
najemnikiem zaprawionym w boju i znającym się na rzeczy.
-Wiem- odparł tamten ze spokojem
i jakby uśmiechem ulgi.
-Nie jestem nawet, ani nigdy nie
byłam najemnikiem. Jedyne co robię, to ochrona mojej rodziny i próba przeżycia.
Nie wiem dlaczego byłam wobec
niego szczera. Może dolał jakiegoś serum prawdy do herbaty? A może po prostu
podświadomie czułam, że nie mam innego wyjścia, bo jest zbyt groźnym
człowiekiem, aby go lekceważyć.
-To
także wiem.
-W
takim razie co pan zamierza ze mną zrobić? Powiedzmy to na głos,- czułam, że
mówię za wiele, ale nie potrafiłam się powstrzymać.- jestem nieprzydatna.
-Ależ
skąd! W tym momencie wspaniale wywiązujesz się ze zleconych zadań. Wprawdzie widoczny
jest twój brak wykształcenia… bojowego, ale właśnie dlatego proponuję ci
szkolenie.
Tutaj
Hanselhoff wyraźnie już odetchnął z ulgą i się uśmiechnął.
-Nasze stosunki nie zamierzają
się zmienić, tak?- zapytałam niepewna.
-Nie przewiduję tego, Julio.
Zaskoczył mnie używając mojego
imienia, ale nie dałam tego po sobie poznać. Odwzajemniłam się ładnym
uśmiechem.
-Chcę, abyś ukończyła szkolenie w
najlepszym możliwym miejscy do nabycia odpowiedniego doświadczenia.
-A potem wróciła i wykonała
ładnie wszystkie zlecenia…
-O ile tego się podejmiesz… Ale,
obserwując cię zauważyłem, że raczej nie jesteś zniechęcona do dalszej
współpracy ze mną- powiedział kończąc swój napój.
- Powiedzmy, że podoba mi się
nasza symbioza- zastosowałam zapamiętane z przeprowadzonej tego dnia lekcji
biologii sformułowanie.
-To dobrze. To bardzo dobrze.
-Czy… czy mogę o coś poprosić?-
zapytałam jeszcze nieśmiało zanim wyszłam.
-Tak?
-Obecnie jestem nikim-
powiedziałam.- Nie mam imienia, którym mogłabym się posłużyć, ani historii,
żeby się na niej oprzeć. Potrzebuję stworzyć swoją postać. Od samego początku,
tak, żeby miał pan co wpisać w teczkę.
-Chcesz, żebym ci w tym pomógł?
-Nie… może nie pan, ale ktoś na
pewno. Potrzebuję namiaru na dobrego psychologa. A najlepiej psychiatrę.
-Rozumiem... Dam ci znać, kiedy
uda mi się umówić cię z kimś takim spotkanie.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się i
wyszłam.
1 komentarz:
he he symbioza he he ;3
Bardzo ciekawy rozdział jestem pod wrażeniem ,brawo ^^ Ale dalej nie wiem czy na pewno można zaufać doktorkowi ;/ Czy aby na pewno nie wykorzysta waszej "więzi " ? Czy na pewno Nie wykorzysta Ciebie i sprowadzi na ciebie kłopotów ? Mam nadzieje ,że nie ;d
Czekam na next :*
Weny <3
Prześlij komentarz