-Oczywiście,
umowa między nami musi stać się dopełniona.
I
bam! Tak prosto było to załatwić. Bez żadnych podchodów, kręcenia, gierek psychologicznych
czy coś. Julce ofierze losu znowu sie udaje. Joł!
Doktorek
poskładał rozwalone papiery do kupy i schował z powrotem do koperty- to były te
moje wyniki, a potem powyciągał jakieś notesy i teczki ze swojego magicznego
biurka.
-Nie
miałem jeszcze okazji wprowadzać kogoś... nowego...
-Proszę
mówić to, co powinnam wiedzieć. Nawet jeśli ktoś mógłby chcieć wyciągnąć to ze
mnie siłą- uśmiechnęłam się zadziornie.
Odwzajemnił
się lekkim uśmiechem, rozluźniając szczękę.
-Od
czego... hm... zacząć...
-Może
od nazwy? I celu działań?- podsunęłam mu.
I
ugryzłam się w język, z obawy, że mogłam przegiąć. Nie wyczytałam jednak z
twarzy Hanselhoffa niczego szczególnego.
-Nazwa...
nie ma jej. Cel? Hm... Powiedzmy, że wymiany handlowe... pośrednictwo w umowach
kupna i sprzedaży... Umowach wykraczających poza normy prawne, oczywiście. Nie
produkujemy towarów, tylko znajdujemy na nie kupców, a potem pośredniczymy w
kupnie, oczywiście otrzymując należne nam honorarium. To jest jeden z...
oddziałów- zaakcentował to słowo- naszej Organizacji.
To
co mówił dalej, trochę mi się rozmyło, bo rozmyślałam za każdym razem bardzo
długo, nad moją funkcją w tej jego "Organizacji", jak zaczął ja
nazywać. A jednak widać, że nazwę to on jej dał na bieżąco, bo i tak nie kleiła
się do jego magicznej ekipy. W skrócie: zajmowali się przeróżnymi akcjami, na
zlecenie przeróżnych osób, gdzie ręce zleceniodawców miały być czyste;
wymianami handlowymi, ochroną rzeczy i osób, pobieraniem opłat itp., itd. Ja,
tak samo jak parunastu (a może parudziesięciu) innych ludzi, stanowimy czynnik
wykonawczy zleceń, czyli... *ha.ha.ha. życie jest okrutne.*... najemników. Samo
przychodzi na usta stwierdzenie.
-Jestem
najemnikiem?- nieświadomie powiedziałam to na głos.
Hanselhoff
umilkł. Patrzył na mnie, a ja gapiłam się, chyba nawet zaszklonymi oczami,
ponad jego ramię. W powietrzu zawisła cisza. Wyparła zapach herbaty, szelest
ubrań. Odbijając sie od ścian i okna szybowała wysoko, żeby osiąść na wszystko
przygniatając to do ziemi. Zapadając powoli w bezdechową masę tłukła się o
klatkę piersiową próbując wedrzeć sie nawet tam. Zatrzymać łopoczące serce,
krążącą w ciele krew, biegnące przed oczami myśli. Jakby nie chcąc jej na to
pozwolić, najżywsza z części człowieka tłukła się coraz mocniej, szybciej. Jak
rozpędzający się po stalowych szynach pociąg. Kostki pobielały od zaciskania
dłoni na poręczach krzesła, jakby próbując przeciwstawić się temu procesowi,
może nawet powstrzymać się od ucieczki.
-Tak-
odpowiedział.
Rozluźniłam
dłonie, uspokoiłam się, spojrzałam na niego. Wiedziałam o co chcę zapytać.
-To,
że tu jestem...- zaczęłam powoli.- nie jest czymś normalnym, prawda? Nie
rozmawia pan tak z każdym najemnikiem. Ale czegoś jeszcze nie rozumiem...
Mężczyzna
nie miał nasuniętych na nos okularów. Leżały obok jego dłoni, na czarnym notesie
z czerwoną gumką. Nawet nie zauważyłam kiedy je ściągnął.
-Dlaczego
mnie pan do tego wszystkiego wybrał? Dlaczego akurat mnie?
-Długo
ci się przyglądałem- odpowiedział bez zastanowienia.- Od samego początku. Do
tego, abyś zrozumiała, jak to jest ważne, muszę zacząć właśnie od tego początku
Mówił
spokojnie, prawie delikatnie. Patrzyłam na niego, jakby nie mając nic do
stracenia, nic do ukrycia. A może raczej jakby to on coś o mnie ukrywał. Nie bałam
się tego, co usłyszę, ale raczej tego, co z tym zrobię. Jeśli Hanselhoff wie o
cokolwiek o Czerni... jeśli zna tą historię... to znaczy, że inni też. A to… to
mogłoby być bardzo niebezpieczne.
-Na
pewno wiesz, co to jest sekta. Około dwadzieścia lat temu powstało coś, co
zwało się buńczucznie "Bractwem krwi". Członkowie wyznawali wiarę w
magię, moce nadprzyrodzone, legendy, mity a nawet wampiry czy wilkołaki. Nie
będę opowiadał teraz więcej, bo wszystko, co udało mi się o nich dowiedzieć,
zgromadzone jest tutaj. - Wskazał na trzy szare, podniszczone zeszyty.-
Natomiast ważne jest to, co wydarzyło się półtora roku temu. Ty pojawiłaś się
wtedy pierwszy raz w tym notesie. Dane trochę się rozmywają ale wiem co się
wtedy wydarzyło. W tym okresie przybył do szkoły nowy uczeń, niejaki Włodek
Markowicz.
-Hm?
Wiedziałam,
że Wilk wtedy do nas przyszedł, ale że miał na nazwisko Markowicz... Coś mi nie
pasowało, bo skądś kojarzyłam to nazwisko.
-Każda
informacja, jaką o nim mamy jest fałszywa. Nazwisko i imię zapewne również.
Wiem natomiast co łączy go z niejakim Stefanem Kowalskim, woźnym. Oboje należą
do sekty "Braci Krwi". Oboje mieli za zadanie wprowadzić sektę w
środowisko młodzieży, poczynając od wybranej szkoły gimnazjalnej. 5 marca 2015
roku na placówce oświatowej przeprowadzono "projekt Cyborg",
który wprowadzony w życie został już
dużo wcześniej. Niejaka Nika O., to dziecko, które zmieniane przez sektę było
już wiele wcześniej. Bracia swoimi technikami stworzyli na podstawie tej
dziewczyny identycznego cyborga, który miał zawładnąć szkołą, ale popełnili
błąd, i ich maszyna rozbiła się na budynku placówki.
Zaczynałam
powoli coraz bardziej się bać i dziwić.
-Od
tego dnia sekta zaczęła przeprowadzać "projekt Ofiara". Wybrana
została jednostka, mająca zastąpić Nikę. Wybrano Ciebie… Nie wiadomo do końca
jaki był cel projektu, ale figurowałaś w nim jako bardzo ważna postać. Moja...
siatka wywiadowcza... okazała się jednak nie dość dyskretna i wypłoszeni Bracia
wycofali się ze wszystkich działań jakie prowadzili, a o których wiem, na tyle,
by o nich mówić... A jednak nieopacznie przestałem się również wtedy przyglądać
tobie, co sprawiło, że w twojej karcie jest ogromna luka. Przypomniałaś się
jednak i wróciłaś kręgi osób, którymi się... interesuję, kiedy sama do mnie
przyszłaś. Postanowiłem cię uważniej obserwować, ale ponownie, na dość długo,
zniknęłaś z pola moich wywiadowców. Kiedy pojawiłaś się znowu się postanowiłem
nie popełniać tego błędu...
I
tu urwał, nagle, gwałtownie, jakby powiedział za wiele. Domyślam się reszty,
ale może jak i on jestem w błędzie. Niemniej jest to straszne. I chwilowo
zamyka mi usta i wiąże dłonie. Człowiek, który miał być moim wujkiem okazał
się... więzieniem. Jest za blisko prawdy, której nawet ja nie znam.
-Rozumiem-
wyjąkałam w końcu, ale szybko się opanowałam.- To znaczy, że nic się nie
zmienia... Nie chcę wiedzieć co jest w tych notesach, nie chcę już nic
wiedzieć. Może kiedyś, ale nie teraz. Tyle mi wystarczy... wujku. Dziękuję. To
jest na prawdę ważne.
Popatrzył
jeszcze na mnie, jakby sie upewniając czy uwierzyłam, a potem skinął głową. Nie
wiem co było dalej, ale kolejne pamiętam moje łóżko. Pamiętam jak do niego
wchodzę i zaczynam myśleć. I myślę długo, aż do samego rana, a potem jeszcze
kolejnego dania.
Wtedy
dopiero przychodzi większy spokój.
Nastaje
poniedziałek.
1 komentarz:
Czekam na next'a <3 <3
Prześlij komentarz