Dodatki na bloga

8/26/2016

16 Koniec gimbusa



Weszłam do pustego gimbusa.
                Po mnie wsiadła jeszcze tylko Milena, która po szybkim „cześć” zajęła się pisaniem na face`ie i nie dawała się zagadać. Długo nie rozmawiałyśmy, ale widać było, że to coś naprawdę ważnego. Całą drogę jechałam więc gapiąc się w okno. Jeszcze tylko niecały tydzień i koniec.
Koniec trzeciej klasy, koniec gimnazjum, koniec gimbusa. Koniec z niektórymi znajomościami, może też z tymi, na których trwanie najbardziej liczyłam. Tia... Liczyłam.  Ale człowiek czasami musi doświadczyć straty, prawda? A o gimnazjum mówili tak przecież wszyscy oprócz mnie i paru innych wyjątków: znajomości kończą się z odebraniem świadectw. Może i bym się jeszcze starała... jakoś ich przy sobie utrzymać... Ale teraz, teraz jest mi obojętne co się stanie, bo wybór należy do nich. Ja swoje zrobiłam, poświęciłam jak na standardy gimbazjalistów niemało. Jeśli cokolwiek się skończy, to już nie z mojej, tylko ich winy. A może nie... może to właśnie jest moja wina? Może trzeba bez względy na nich starać się mocno, bo może oni nie mogą... Fuck! Fuck them all! Już tak było! Nie raz, kiedy wmawiałam sobie, że oni chcą dobrze i nie myślą tylko o sobie... Ale ej! Prosta logika. Ja tak, oni nie, to dowidzenia. Ech... dość.
                Weszliśmy do szkoły (prawie pustej) i dopiero wtedy Milena zaczęła mówić. Jakby oprzytomniała. Gadałyśmy przez całe trzy godziny, a potem Mili musiała odebrać telefon i po tym zrobiła się nerwowa. Nie wiedziałam  z kim i o czym rozmawiała, ale trochę się zaniepokoiłam. Przez wzgląd na to o czym mówił Hanselhoff, oczywiście.
                -Z kim gadałaś?- rzuciłam jej jedno z tych zrozumiałych tylko dla bab spojrzeń.
                -To wcale nie tak jak myślisz...- zaczęła.
                -Taaa? Ej, to mów który! Ten z warszawy czy ten z Krakowa? O! A może ten z Niemiec?
Zaczęłyśmy się głupkowato chichrać, ale potem spoważniałam.
                -Ale tak serio- zaczęłam z grobową miną.- to który?
                I znowu zaczęłyśmy się śmiać.
                -Aaa! Bo ciebie nie było, to ty nie wiesz!
                -No, jakby.
                -Nie uwierzysz, Nika zerwała z Wilkiem!
                Zatkało mnie.
                -Cooo? Bez jaj!
                -No! Rzuciła go dla jakiegoś Anakina czy coś. Poznała go na sieci i ostatnio tylko chodziła i rozpowiadała, jak to oni nie są do siebie dopasowani.
                -Kurcze, no nie wierze. I co on teraz?- po głowie chodziły mi różne myśli.
                -No Mili, co z nim?- pytam ponownie, bo dziewczyna nie odpowiada, a potem na nią patrzę i dębieję.- Nie może być... nie... Mili, powiedz, że ty... Mili!
                -No co?- pyta nawet trochę wkurzona- Przecież on jest fajny!
                A w mojej głowie tylko: fuck, fuck, fuck, fuck.
                Fuck.

                Przeżyłam do zakończenia roku.

                Nie pytajcie jak, bo nie wiem. Wiele rzeczy się rozwiązało, wiele ułatwiło, a parę skomplikowało. Norma. Przepraszam, ale to co się zdarzyło opowiem z większego… hmm… dystansu czasowego. Wybaczcie, nie było innego wyjścia. Nie wiem gdzie mam wrócić, bo nie pamiętam dokładnie na czym skończyłam. O! Powiedzmy, że był to tydzień przed zakończeniem szkoły. Nic innego nie przychodzi mi na myśl. Pewnie mylę się w czasie, ale przed tym już dawno ostrzegałam. Okej, okej! Już mówię, już mówię.
Zakończenie. Niby dużo do zrobienia, a jednak w szkole panowały pustki. Zostały cztery dni kiedy możesz nazwać się częścią „swojej klasy”, a przynajmniej dla mojego rocznika. Wielu rozpacza już na zapas, planując swój teatralny płacz (głównie dziewczyny), reszta udaje, że ich to nie obchodzi, albo rzeczywiście ich to nie obchodzi. No ale czego spodziewać się po ludziach, którzy już dawno przepowiedzieli jak to będzie? Głupio tak wyprowadzać ich z błędu, c`nie? Wmówili sobie, że ich znajomości i przyjaźnie nie przetrwają do końca wakacji? Że po prostu powiedzą „cześć” i zapomną? Że tak musi być, bo to całkowicie normalne? Niech im będzie! Nie ważne czy ich znajomi myślą inaczej czy podobnie, oni przecież się nie liczą. Bo przecież nikt nie trzyma z ludźmi z gimbazy… Hm… Robiło mi się smutno jak tylko to słyszałam. I to od ludzi, z którymi kontakt utrzymać zamierzałam. Nie chciałam wierzyć… Ale wy to wiecie. Ja tam się często oszukuję, a żal tylko tych, którzy nie zasłużyli na takie pożegnanie. Byli też ci trochę inni, na przykład Ania, która mogła być pewna, że Adrian o niej nie zapomni. Po nich widać było, że to już nie tylko zauroczenie. Mizdrzyli się do siebie cały czas. Łazili po smętnych korytarzach trzymając się za ręce jakby nikogo wokół nie było, bo rzeczywiście w budzie pozostały resztki ludzi.
Tak samo, niestety, działo się z Mileną i Włodkiem Markowiczem, jak śmie się nazywać Wilk. Widać wilkołaki nie wyczuwają kłamców… Chociaż może to nie kłamstwo? Może Wilk czuje coś do Mili? Nie mnie to oceniać, dziewczyna dała jasno do zrozumienia, że nie powinnam się wtrącać. Do tej pory nie patrzę jej w oczy, bo za każdym razem widzę tą furię kiedy mówiła „nie wtrącaj się!”. Jasny przekaz jak na dziewczynę, muszę przyznać. Ale wait! Kij z tym! Już się w to mieszać nie będę. Co dalej? Hm… No, był też kolega, który chciał kiedyś mojej przyjaźni, a na koniec się obraził i mnie całkowicie ignorował. Heh. On chyba myślał, że będę się za nim jak bura suka uganiać, ale trudno mi znaleźć jeszcze na to czas. Nie mam ochoty na jeszcze więcej problemów i rozterek, bo sobie powoli z najprostszymi rzeczami nie radzę.
Dałam sobie spokój z udawaniem zainteresowanej życiem. Słuchawki na uszy, książka, której nie czytałam tylko się w nią wgapiałam i spokój. I myśli. Nie wiecie jak błogo jest wreszcie nie przejmować się niczym i nikim tylko zagłębić w siebie i myśleć. I nie potrzeba wysokich gór, piaszczystego brzegu czy ławki w lesie. Pytasz siebie samego bez słów i bez słów odpowiadasz.
Dzięki temu wreszcie podjęłam decyzje.

Brak komentarzy: