Weszłam do pustego gimbusa.
Po
mnie wsiadła jeszcze tylko Milena, która po szybkim „cześć” zajęła się pisaniem
na face`ie i nie dawała się zagadać. Długo nie rozmawiałyśmy, ale widać było,
że to coś naprawdę ważnego. Całą drogę jechałam więc gapiąc się w okno. Jeszcze
tylko niecały tydzień i koniec.
Koniec trzeciej klasy, koniec gimnazjum, koniec
gimbusa. Koniec z niektórymi znajomościami, może też z tymi, na których trwanie
najbardziej liczyłam. Tia... Liczyłam. Ale
człowiek czasami musi doświadczyć straty, prawda? A o gimnazjum mówili tak
przecież wszyscy oprócz mnie i paru innych wyjątków: znajomości kończą się z
odebraniem świadectw. Może i bym się jeszcze starała... jakoś ich przy sobie
utrzymać... Ale teraz, teraz jest mi obojętne co się stanie, bo wybór należy do
nich. Ja swoje zrobiłam, poświęciłam jak na standardy gimbazjalistów niemało.
Jeśli cokolwiek się skończy, to już nie z mojej, tylko ich winy. A może nie...
może to właśnie jest moja wina? Może trzeba bez względy na nich starać się
mocno, bo może oni nie mogą... Fuck! Fuck them all! Już tak było! Nie raz, kiedy
wmawiałam sobie, że oni chcą dobrze i nie myślą tylko o sobie... Ale ej! Prosta
logika. Ja tak, oni nie, to dowidzenia. Ech... dość.
Weszliśmy
do szkoły (prawie pustej) i dopiero wtedy Milena zaczęła mówić. Jakby
oprzytomniała. Gadałyśmy przez całe trzy godziny, a potem Mili musiała odebrać
telefon i po tym zrobiła się nerwowa. Nie wiedziałam z kim i o czym rozmawiała, ale trochę się
zaniepokoiłam. Przez wzgląd na to o czym mówił Hanselhoff, oczywiście.
-Z
kim gadałaś?- rzuciłam jej jedno z tych zrozumiałych tylko dla bab spojrzeń.
-To
wcale nie tak jak myślisz...- zaczęła.
-Taaa?
Ej, to mów który! Ten z warszawy czy ten z Krakowa? O! A może ten z Niemiec?
Zaczęłyśmy się głupkowato
chichrać, ale potem spoważniałam.
-Ale
tak serio- zaczęłam z grobową miną.- to który?
I
znowu zaczęłyśmy się śmiać.
-Aaa!
Bo ciebie nie było, to ty nie wiesz!
-No,
jakby.
-Nie
uwierzysz, Nika zerwała z Wilkiem!
Zatkało
mnie.
-Cooo?
Bez jaj!
-No!
Rzuciła go dla jakiegoś Anakina czy coś. Poznała go na sieci i ostatnio tylko
chodziła i rozpowiadała, jak to oni nie są do siebie dopasowani.
-Kurcze,
no nie wierze. I co on teraz?- po głowie chodziły mi różne myśli.
-No
Mili, co z nim?- pytam ponownie, bo dziewczyna nie odpowiada, a potem na nią
patrzę i dębieję.- Nie może być... nie... Mili, powiedz, że ty... Mili!
-No
co?- pyta nawet trochę wkurzona- Przecież on jest fajny!
A
w mojej głowie tylko: fuck, fuck, fuck, fuck.
Fuck.
Przeżyłam
do zakończenia roku.
Nie
pytajcie jak, bo nie wiem. Wiele rzeczy się rozwiązało, wiele ułatwiło, a parę
skomplikowało. Norma. Przepraszam, ale to co się zdarzyło opowiem z większego…
hmm… dystansu czasowego. Wybaczcie, nie było innego wyjścia. Nie wiem gdzie mam
wrócić, bo nie pamiętam dokładnie na czym skończyłam. O! Powiedzmy, że był to
tydzień przed zakończeniem szkoły. Nic innego nie przychodzi mi na myśl. Pewnie
mylę się w czasie, ale przed tym już dawno ostrzegałam. Okej, okej! Już mówię,
już mówię.
Zakończenie.
Niby dużo do zrobienia, a jednak w szkole panowały pustki. Zostały cztery dni
kiedy możesz nazwać się częścią „swojej klasy”, a przynajmniej dla mojego
rocznika. Wielu rozpacza już na zapas, planując swój teatralny płacz (głównie
dziewczyny), reszta udaje, że ich to nie obchodzi, albo rzeczywiście ich to nie
obchodzi. No ale czego spodziewać się po ludziach, którzy już dawno
przepowiedzieli jak to będzie? Głupio tak wyprowadzać ich z błędu, c`nie?
Wmówili sobie, że ich znajomości i przyjaźnie nie przetrwają do końca wakacji?
Że po prostu powiedzą „cześć” i zapomną? Że tak musi być, bo to całkowicie
normalne? Niech im będzie! Nie ważne czy ich znajomi myślą inaczej czy
podobnie, oni przecież się nie liczą. Bo przecież nikt nie trzyma z ludźmi z
gimbazy… Hm… Robiło mi się smutno jak tylko to słyszałam. I to od ludzi, z
którymi kontakt utrzymać zamierzałam. Nie chciałam wierzyć… Ale wy to wiecie.
Ja tam się często oszukuję, a żal tylko tych, którzy nie zasłużyli na takie
pożegnanie. Byli też ci trochę inni, na przykład Ania, która mogła być pewna,
że Adrian o niej nie zapomni. Po nich widać było, że to już nie tylko
zauroczenie. Mizdrzyli się do siebie cały czas. Łazili po smętnych korytarzach
trzymając się za ręce jakby nikogo wokół nie było, bo rzeczywiście w budzie
pozostały resztki ludzi.
Tak samo,
niestety, działo się z Mileną i Włodkiem Markowiczem, jak śmie się nazywać
Wilk. Widać wilkołaki nie wyczuwają kłamców… Chociaż może to nie kłamstwo? Może
Wilk czuje coś do Mili? Nie mnie to oceniać, dziewczyna dała jasno do
zrozumienia, że nie powinnam się wtrącać. Do tej pory nie patrzę jej w oczy, bo
za każdym razem widzę tą furię kiedy mówiła „nie wtrącaj się!”. Jasny przekaz
jak na dziewczynę, muszę przyznać. Ale wait! Kij z tym! Już się w to mieszać
nie będę. Co dalej? Hm… No, był też kolega, który chciał kiedyś mojej
przyjaźni, a na koniec się obraził i mnie całkowicie ignorował. Heh. On chyba
myślał, że będę się za nim jak bura suka uganiać, ale trudno mi znaleźć jeszcze
na to czas. Nie mam ochoty na jeszcze więcej problemów i rozterek, bo sobie
powoli z najprostszymi rzeczami nie radzę.
Dałam sobie
spokój z udawaniem zainteresowanej życiem. Słuchawki na uszy, książka, której
nie czytałam tylko się w nią wgapiałam i spokój. I myśli. Nie wiecie jak błogo
jest wreszcie nie przejmować się niczym i nikim tylko zagłębić w siebie i
myśleć. I nie potrzeba wysokich gór, piaszczystego brzegu czy ławki w lesie.
Pytasz siebie samego bez słów i bez słów odpowiadasz.
Dzięki temu
wreszcie podjęłam decyzje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz