Dodatki na bloga

9/01/2016

17 Plamy na suficie



Zakończenie roku.
Niby gala, ale to tylko zwykły apel. Niedopasowana do reszty siedzę sobie z boku na ławeczce czekając aż Pani Dyrektor zacznie wyczytywać trzecie klasy. Zdaję sobie sprawę, że cudem odratowałam swoje oceny na koniec, ale nawet nie liczę na jakąkolwiek pochwałę. Na luzie patrzę w przestrzeń, po ludziach.

Po drugiej stronie półokręgu siedzi większość mojej klasy. Z głupimi minami, może nawet się wstydząc, chłopaki komentują kolejne osoby wychodzące po dyplomy. Widać jak pokazują palcami, szturchają się i gadają. Na środek, przed scenę gdzie stoi Dyrka, wychodzi jakaś pierwszoklasistka. Zgrabna, niewysoka blondynka wywołuje głośniejsze komentarze i więcej szturchnięć u grupki moich kolegów. Niedaleko od nich, miejsce zajmują ludzie z równoległej do mojej klasy. Wśród nich szkolne pięknisie, które reagują na dziewczynę pogardą i skwaszonymi, oburzonymi minami. Acha, już to słyszę. To prychnięcie, po którym następuje seria obelg wobec pierwszoklasistki, bo ma na sobie taką samą sukienkę jak herszt plastikowych lal. One już dadzą dziewczynie na facebook`u popalić. Na bank za jakieś trzydzieści minut, będzie miała pod profilowym niepochlebny komentarz. Odwracam wzrok na drugą stronę. Rząd obok siedzą nauczyciele. Jak dumne pawie, wystrojone w galowe suknie i szpilki panie nauczycielki w myślach pozdrawiają znienawidzonych uczniów ciesząc się z tak rychłego pożegnania. Na zdrowie, wam życzę, miłe Panie! I jeszcze panowie. Nieliczny gatunek kadry, który obecnością w garniakach sprawia wrażenie milszego niż zazwyczaj. Przynajmmniej nie patrzą już tak groźnie na tych, których nie mogli zazwyczaj zignorować. Przeddzień wakacji, to dla nich jeden dzień więcej spokoju.
O! Pani Dyrektor doszła wreszcie do listy trzecioklasistów. Postanawiam się skupić na moich koleżankach. Głośno każdą oklaskuję, kiwam im głową na znak podziwu i szacunu, bo lecieć tam i się przytulać nie zamierzam. Chociaż teraz to pewnie i one by nie chciały, bo jeszcze fryzurę by sobie nadwyrężyły. Jakoś bardzo to też się znowu nie wystroiły i chyba tylko tak gadały wcześniej, żeby mnie podpuść do założenia obcasów i kiecki. Przy nich moja szara obcisła spódniczka i wyprofilowana biała koszula wygląda bardziej „wykoksiście”, a przynajmniej z „pazurem”. O ile strój galowy może taki być… Przeczesuję włosy. Dyrka sięga po ostatnie świadectwo. Czyta. Opanowuję zaskoczenie i nie mogąc powstrzymać ogromniastego uśmiechu wychodzę na środek. Odbieram papier i gratulacje. Chcę już schodzić, kiedy moja wychowawczyni naradza się z szefową i zatrzymują mnie po dwóch krokach ulgi. Zdziwiona odwracam się do nich, ale stoją tam jak dwie uśmiechnięte lwice, więc posłusznie wracam. Tłumaczą przez mikrofon do niezwykle cichego tłumu, że musiałyby jeszcze wiele razy mnie wywoływać i chcą od razu wręczyć mi wszystkie dyplomy i nagrody. Po kolei zaczynają wyczytywać plik kartek, a ja tylko tam stoję taka trochę zawstydzona, bo coraz więcej ich przybywa. W końcu kończą, a ja w oklaskach innych wracam na swoje miejsce. Nieprzyjemne były te oklaski, och nie. Takie złośliwe, ostre i urywane, jakby chcieli powiedzieć, że mi się nie należy. Nie patrzę na nich, tylko przeglądam co mi dali za dokumenty i chowam wszystko do foliówki, bo torebki oczywiście nie wzięłam. A potem staram się skupić na wiwatowaniu koleżankom, ale te omijają mnie wzrokiem. Im też nie podobają się moje osiągnięcia. Niewiedzą tylko, że z chęcią mogłabym im je oddać, bo nic dla mnie nie znaczą. Tak jak świadectwo z paskiem, czy aplikacja do stypendium. Chyba moja przyszłość na tym nie skorzysta…
Zastanawiam się nad tym kiedy zadzwonić po dziadka, bo to on miał mnie podwieźć pod liceum, i nad tym czy na pewno wybieram dobry profil, ale w mojej głowie pojawia się zapewnienie, że i to nie jest ważne. Pod czaszką czuję pulsujący, wiercący się jakby z radości, dzwoneczek ostrzegawczy. Zmysły reagują od razu. Spowolniam oddech, wyostrzam słuch i powoli patrzę za siebie, ponad głowy gimnazjalistów, na drzwi od przejściówki na basen. Domykają się, kiedy zauważam gdzieś w rogu tego korytarzyka słaby cień. Myśli biegną szybko. Oglądam się na innych. Nikt nie reaguje. Jak zwykle nie widzieli. Przeciskam się między siedzącymi, na tyły, blisko zamkniętych drzwi. Rozglądam się, ale nikt się mną interesuje więc pociągam za klamkę i wchodzę na korytarzyk.
Mój wzrok od razu pada na dziwne, podłużne i mokre ślady na suficie. Niby chaotyczne ale ułożone w ścieżkę do kolejnych drzwi. Tam gdzie widziałam cień podłoga jest wilgotna i zimna. Chociaż zimna to ona chyba jest zawsze. Za drzwiami nic nie słychać, więc przechodzę dalej, ale wracam się jeszcze do tej podłogi. Schylam się i wącham tą „mokrość”. Nos rejestruje lekką woń chloru. Do głowy wpada mi pomysł żeby zajrzeć na basen. Nigdzie na suficie ma już śladów, więc tylko zerkając do jadalni i kompleksu sportowego zmierzam na basen. Nie mijam nikogo i w kanciapie sprzątaczek też jest pusto. Czuję narastający niepokój, więc cofam się z powrotem. Szkoła ma kamery na większości korytarzy, ale nie opłaca się teraz sprawdzać nagrań, bo nawet nie wiadomo czy takowe są. Z basenu są możliwe trzy wyjścia na zewnątrz i dwa (przez przebieralnię i szklany oddział dla ratowników i wuefistów od którego się cofnęłam) do wewnątrz.
Kurcze! Nawet nie wiem po co tam lezę! Ostatni dzień! Ostatni! I to może być zwykły człowiek czy coś... chociaż nie. Nie, to na pewno nie był człowiek. Na framudze, nad zamkniętymi drzwiami do przebieralni chłopców widnieje kolejna mokra plama. Duża, ściekająca w dół po ścianie, aż krzyczy, że ma związek z jakimś potworem. Kalkuluję, ale w pobliżu nie ma niczego co mogłoby posłużyć jako broń. Zaczynam się coraz bardziej ekscytować. W sumie, czemu by jakąś fajną historyjkę na koniec nie zaliczyć, nie? Takie ratowanie świata na dowidzenia dobrze brzmi… Uśmiecham się do siebie, odkładam papiery na blat „porterki” (taka jakby szafka na buty w wieszakami na ciuchy itp.) i powoli wchodzę do przebieralni.
W środku cuchnie stęchłymi skarpetami i brudną wodą. Przylegam do ściany ale w pomieszczeniu jest pusto. Coś jednak mi mówi, że niedawno to… stworzenie jeszcze tu było. Drzwi do pryszniców są otwarte. Nasłuchuję. Gdzieś za ścianą pluska woda. Przechodzę dalej, mocząc czarne trampki w chlorowanej wodzie. Przekraczam moczadełko do stóp i… Stop! Przy prysznicach nigdy nie ma aż tyle chlorowanej wody bo z kranów leci czysta... Wciąż słysząc niepokojący plusk, ale nadal nie widząc zagrożenia, choć bardzo wyraźnie je czując, skradam się przy ścianie do pierwszego lepszego pomieszczenia. Składzik na sprzęt basenowy. Nie przewracam niczego, bo nie jesteśmy w filmie,  i odczekuję chwilę żeby znowu wyjrzeć. W basenie ewidentnie coś się porusza ale nie widzę dokładnie. Musze podejść bliżej…
Nasz szkolny basen jest prawie jak olimpijski, bardzo głęboki i czysty, bo niedawno remontowany. Razem z przylegającą do niego szklarnią (nie dosłownie- szklarnia to takie podłużne kanciapy dla wuefistów i ratowników gdzie mają stoliczki, komputery i szafki, a nazywa się tak, bo na ta ściana „dobasenowa” jest cała jak wielkie szklane okno), trybunami nad nią, schowkiem, przebieralniami jest w jednym oddzielnym budynku połączonym z kompleksem sportowym i jadalnią przedpokojem-koytażem. Patrzę więc na kolejne z wejść do szklarni kiedy to, co widzę, zmusza mnie do mocnego zaciśnięcia szczęk.
Na kafelkach leży świeże, zmasakrowane, wybebeszone ciało ratownika.
Jeszcze się rusza.

1 komentarz:

Keynyek pisze...

Wreszcie udało mi się dotrzeć aż tutaj! Teraz będę musiał wyczekiwać na kolejny rozdział... No i co ja po nocach będę czytał?
Nie wiem jak Ty to robisz, ale każdy kolejny rozdział jest ciekawy i po prostu nie da się tym znudzić. Mnie momentami wciągało aż za bardzo xD Ten rozdział również mnie nie zawiódł. Podziwiam Cię Julka ;)