Dodatki na bloga

1/04/2017

26 Omlety i tosty



Zapach omletów i tostów zdołał zwlec mnie z łóżka.
Poszłam do łazienki szurając bosymi stopami po podłodze i wywołując radosną reakcję rodzinki na moje przybycie. To chyba jednak nie śniadanie, a ich hałas mnie obudził. Wyszczotkowałam porządnie zęby, przemyłam twarz lodowatą wodą i związałam włosy w kucyk. Brat już po chwili zaczął dobijać się do drzwi, więc szybko się ogarnęłam i dołączyłam do reszty głodomorów.

-O! Śpiąca Królewna wreszcie wstała- zażartował tata.
-Ile można spać? Do roboty, a nie!- mama się dołączyła.
Nie mieli racji. Nie spałam, a jeśli już, to było to bardzo męczące. Te sny… Nie pamiętam większości ale jedno bardzo wryło mi się w mózg… To było okropne….
-Mamo gdzie jest nutella?
-Na dole u babci, brat- odpowiedziałam Piotrkowi zamiast niej- Weź przy okazji dżem przynieś. Brzoskwiniowy!
-No okej- już leciał na dół.
Piotrek zwykle śpi w samych spodenkach więc ostatnie co widziałam to jego chude plecy ginące za winklem, a potem przed twarzą pojawił mi się świeży omlet na ogromniastym (chyba największym w całym domu) talerzu, z którego i tak wystawał.
-To dla mnie?- uśmiechnęłam się do szczerzącego się taty.
-A zjesz wszystko?- zapytał dumny ze swego dzieła.
-Jak zostawię to przecież ty zjesz…
-Dzieci, czy ja muszę być zawsze takim śmietnikiem? To te wasze resztki mnie tak tuczą!
-Nie przesadzaj, Adaś- mama dosypuje cukru do cukierniczki.
Zapada chwilowa cisza kiedy tata nalewa kolejną porcję ciasta na patelnię, a mama odstawia czajnik.
-Maaaamooo…- bawię się pustym kubkiem w różowe serduszka.
-Hmm?
Zastanawiam się chwilę nad pytaniem i formułuję sobie w głowie najmniej dziwne.
-Co jest w tamtym składziku za szkołą?
-Chyba nic. A czemu pytasz?
-Tak sobie… Ej, a wy czasami nie mieliście za szkołą szklarni kiedyś?
-Nie… Szklarni nie było, ale mieliśmy nasz własny ogródek z marchewkami i sałatą- mama zamyśla się- Przypominam sobie jak kiedyś wydzielano po jednej grządce na klasę i zdawaliśmy na ocenę kto jak się tymi grządkami zajmował. Nasi chłopcy woleli podjadać marchew zamiast ją pielęgnować i zawsze mieliśmy najmniej warzyw.
-A! To pewnie w tym składziku trzymaliście narzędzia, taczki i takie tam?
-Składziku… Nie pamiętam składziku.
-A ta rudera co stoi za szkołą?
-Jaka rudera?
-No ten niby składzik czy coś, no wiesz!
Zaczęło mnie to irytować. Ma kręciła i pomijała ten temat, a wydawała się jakby szczerze nic nie wiedziała.
-Mamo, no weź!
-Może tata wie, bo ja nie. Adam!- warknęła na niego rozeźlona moimi dociekaniami.
-Co? Czekaj… Omlet… Jaki składzik?
-No ten za szkołą, tam jak się schodzi z górki, pod płotem, no wiesz.
-Nie wiem o czym mówisz. Tam na dole jest gruz i czasem mi się tam z Piotrkiem nie bawcie!
-Ja nie mogę! No dobra… A czy ty tato też miałeś ogrodnictwo?
-Nie, my nie. Tam jak jest ten składzik to za nim był kiedyś taki mały sad…
-O! Ten składzik! Właśnie o to mi chodzi.
-… i my mieliśmy razem z jeszcze kimś się nim opiekować. Ale potem go wycięli, zresztą tak jak zniszczyli grządki i ogród.
-Tato! Ale ten składzik no!
-Co? Jaki składzik?- spojrzał na mnie zdziwiony.
-Ale…. Eee…. Kurcze. No nie ważne- uśmiechnęłam się, żeby zakryć zdenerwowanie i opadnięte ręce- To jak było z tym sadem?
-Pani… Tekla, nasz ogrodnik… pilnowała nas żebyśmy niedojrzałych śliwek nie jedli- zaczyna się śmiać i sięga po dzbanek.
-Przecież jeszcze do nas wspominali wszyscy jak Grześka nafaszerowaliście i potem miał… problemy żołądkowe… ha ha ha… przez dwa tygodnie- mama śmiejąc się odgania go od gorącej herbaty.
-Tak, tak. A mnie to pouczacie żeby nie dokuczać Piotrkowi- wypominam im.
-Oj, ale wujek Grzesiek to zawsze był taki… ciamajdowaty. Pamiętasz Adam jak…
-Mamo, przecież już tysięczny raz to opowiadacie!- przerywam jej czując nadchodzącą historię o parasolu.
Nalewam sobie przyniesionej herbaty do kubka i wkładam kolejny wielki kawał omleta do ust. Popełniam błąd, bo bez dżemu omlet jest za suchy i na chwilę skutecznie mnie wycisza. Przeżuwam śpiesząc się do kolejnych pytań.
-A… mlask… jak to było z tą… no… mlask… Teklą?
-Jaką Teklą?- mama znowu nic nie wie.
-No tą… tą ogrodniczką, nie?
-Nie wiem o kim mówisz, Julia. Tekla to przecież ta pajęczyca z Pszczółki Mai.
-Tak ale tata powiedział przed chwilą, że mieli ogrodniczkę Teklę…
-Ja?- tata nakłada kolejną porcję omletu na talerz- Ja nic nie mówiłem…
-Nie było dżemu brzoskwiniowego!- do kuchni wpada zdyszany Piotrek całkowicie już odwracając uwagę rodziców od naszej rozmowy.
Dziwne. Zachowują się tak jakby zapominali o czymś co się zdarzyło, ale jednak o tym pamiętali. Jakby coś… blokowało ich wspomnienia, albo nie pozwalało im mówić. Hm… Niepokojące.
-Julcia, a ty chcesz powideł? Julcia?- brat wyrywa mnie z zamyślenia.
-Naaah. Rzuć nutellę- wyciągam rękę po słoik- i nie mów mi Julcia.
-Masz, Julcia- dokucza mi.
-Dziękuję -odpowiadam mu lekkim dźgnięciem widelcem w żebra- Zjem cię za to jak tego omleta, zobaczysz, brat.
-Taaa- prycha i odskakuje.
Śmiejemy się i zabieramy do jedzenia, 
bo przecież bratu można wybaczyć, a siostrze dokuczyć...

1 komentarz:

Keynyek pisze...

Podoba mi się ten rozdział. Jest chyba w dużym stopniu prawdziwy