Dodatki na bloga

5/21/2017

32 next chance



Dotykam klawiatury, patrzę ślepo na dłonie i nie widzę przyszłości. Nie wiem co dalej. Zatrzymałam się w martwym punkcie, myślach które nie chcą odejść i przed murem nie do przeskoczenia, a którego nie potrafię obejść.

Patrząc na ślady, które pozostawiam, widzę strasznie poplątaną ścieżkę złych wydarzeń. Nie chcę wracać, bo znowu byłabym blisko tego, co się stało, co zrobiłam. Gangi i szemrane porachunki, praca najemnego zbira, zabawa w superbohatera, uwodzicielskie intrygi, walka o rodzinę, zetknięcie z nadnaturalnymi stworzeniami, sekty, typiarze których zabiłam, typiarze chcący zabić mnie, uniki, cięcia, wypatroszenia, śmierć- marna fabuła dla mdłego filmu akcji niskiej klasy… A jednak dość realnie śmierdzi mi to za plecami juchą. Sama przelałam tą krew, chociaż wydaje się to koszmarnie nierealne.
Tak więc i koszmary co noc mnie nawiedzają, ale już nawet one przestają być ograniczone swoją połową z dwóch tuzinów godzin. Sny włażą mi w płuca jak brak tlenu i uciskają klatkę chcąc powoli zgnieść, ugiąć pod ciężarem ich prawdziwości, bo one są realne jak cholera! Sprawiając, że nękają mnie mdłości i okropne bóle głowy, przywołują cierpienie również psychiczne, na nowo wyświetlając nieprzyjemne obrazy. Pod powiekami zakotwiczyły mi się sceny mordu, krew i pożoga, jakiej sama jestem twórcą.
Umysł wypłowiał w odmętach szalonych myśli i mam problem z pozbieraniem się w całość. Powinnam wziąć się w garść, ale jakoś nie potrafię. Nazbierało się dużo rzeczy, a kiedy jest się z nimi sam na sam, to wydają się cały czas rosnąć, pęcznieć jak popcorn, aby w końcu się spalić i zmusić cię do skrzywienia z niesmaku. Niesmak. Nie wiem co się stało… albo wiem, no bo przecież nie oszukujmy się, to jest tak widoczne!, ale zmieniłam się. Nie łapię co w mojej osobowości jest teraz prawdą, nie wiem kim jestem, a kim chcę być. To jest trudne! Stoję przed wyborem ciążącym na mnie samej i niestety na moim otoczeniu.
Ale ja sama…. och, tak… ale to byłoby szalone… i niemożliwe. W tym momencie czuję, że nawet stojąc w pustce, gdzie otaczałoby mnie nic, to nawet wtedy na karku czułabym oddech Czerni, tego potwora, krwiożerczego monstrum. Mnie samej.
Boję się. Nie chcę aby to mną zawładnęło. Jeśli jestem tym czymś… jeśli teraz to jest ta prawdziwa ja… Nie chcę nią być. Nie chcę… Ale niech już tak będzie. Niech to się wreszcie stanie! Dlaczego nic się nie dzieje?! Dlaczego nic… Ależ to byłoby łatwe… Za łatwo byłoby tak po prostu odejść. Czyżbym była zbyt silna aby uciec? Za słaba żeby zostać?
Nie. Nie chcę tak. Martwy punkt nie jest dla mnie. Słyszysz?! Albo wreszcie mnie pożresz… albo chodź ze mną. Bądź ze mną. Słyszysz! Jesteś mną, rozumiesz? Teraz jesteśmy razem. Tylko ja. Jestem sobą, nikt mi tego nie odbierze, a sama z siebie tego nie zedrę.
I co teraz? No cóż… Potwór nie ma ludzkiej moralności.
Nie zmyję krwi z dłoni. Pogodziłam się ze sobą, to muszę też pogodzić się z przeszłością. Nie chcę więcej ginąć, więc zamierzam żyć.
Jak żyć? Hmmm… to się jeszcze zobaczy. Na razie muszę wyjść na prostą, poukładać dotychczasowe sprawy, a potem…
Potem odnaleźć sobie cel.



1 komentarz:

Keynyek pisze...

Czytam jeszcze raz i jeszcze raz...