Drużyna Churchilla do nowych zawsze podchodziła z
rezerwą, ale nikt nie potrafił ukryć fali niechęci, która rozlała się po
szeregach, gdy Kapitan im ją przedstawił.
Rutynowo najemnicy spotkali się w szopie na terenie
starych stajni, w polach za miastem. Dawno wyczyszczona przez szubrawców, a
zabezpieczona przez zdolną ekipę techników i nie wiedzieli jeszcze kogo,
została im oddana w posiadanie jako miejsce odpraw i popijaw po udanych
akcjach. Wielu chłopaków kimało tam na starych kanapach, gdy nie mieli
chwilowego dachu nad głową, albo musieli przeczekać nagankę* (*policyjne łowy
na zbirów, w grach policja ma nad głowami czerwone wykrzykniki). W tym czasie
znieśli na bazę przeróżne rzeczy, na których zbierał się syf i kurz.
Stereotypowo kobieta uznałaby całość bazy za chlew, ale chłopakom to nie
przeszkadzało, bo każdy zawsze wiedział gdzie co jest i każdy miał swoje
miejsce, a poza tym żadnych bab do siebie nie zapraszali, a ta co się wprosiła…
hm, no cóż, to już jej problem.
Kapitan się spóźniał, ale ryk silnika na podjeździe
usłyszeli sekundy przed studenckim kwadransem, więc nikt nie cisnął ani nie
komentował. Wiadomo, szef ma swoje przywileje. Najpierw wysiadł on, tego byli
pewni po charakterystycznym sposobie szurania żwirem podczas chodzenia, a potem
nieznajomy. Otwarte drzwi przysłonił ogromny cień i na raz wszyscy najemnicy
poderwali się do salutu. Nie odrywali pięści od klat aż do momentu kiedy
Kapitan przeszedł między nimi na środek sali, rzucił teczki na biurko i
powiedział:
-Spocznij!
Chłopaki słyszeli, ale oprócz cofnięcia dłoni w
pobliże posiadanej broni, nie wracali do porzuconych zajęć tak jak zazwyczaj,
ale z napięciem czekali, aż Kapitan przedstawi dziwnego gościa.
-Spocznij, usiądźcie, spokojnie- Szef skrzywił usta
w cień uśmiechu.- Nie ma się czego bać. Mam zaszczyt przedstawić wam nowego
członka naszej wesołej kompanii. To jest… ee, a jak ty w ogóle miałaś na imię?
-Mało
ważne-wzruszyła ramionami.- Mówcie mi jak chcecie.
Patrzyło na nią
dwanaście nieufnych par oczu. Zdziwił ich jej niedojrzały głos i ogólny wygląd.
Miała na sobie luźne wojskowe spodnie na szelkach i z nogawkami wciśniętymi w
wysokie buty taktyczne, obcisły sportowy t-shirt, nabijaną ćwiekami skórzaną
kurtkę i kolorową chustę pod szyją zasłaniającą usta. Przy nodze trzymała
sportową torbę, z lewego buta wystawał jej nóż, a pod rozpiętą kurtką zarysowywały
się ładne kształty… Walthera P22.
-Powiem wprost,- kapitan
mówił sztywno do swoich ludzi- nie planowałem rekrutacji świeżaków, ale
zleceniodawca polecił nam rozpatrzenie przyjęcia… tej o to tutaj na stanowisko,
hm, konsultant. Zaleceń odgórnych zlekceważyć nie można, tym bardziej jak
stawiają nam za to premię- podkreślił ostatnie słowo.
Miny najemników
powoli zaczęły się zmieniać, ale nie można było się spodziewać po nich żadnej z
reakcji. Byli zbiorowiskiem ludzi bardzo od siebie różnych, a dopasowanych
raczej wspólnymi celami i późniejszym wynagrodzeniem niż jakimkolwiek uczuciem
do siebie.
-Tak więc proszę
bardzo, przywitajcie się z koleżanką. A jak mi ktoś bez potrzeby burdy będzie
robił, to łeb przy dupie ukręcę, panowie- panowie nie odpowiedzieli zajęci
obserwowaniem tego, na co zostali zmuszeni.- Szerif!
-Tak jest- prawa
ręka szefa był już przy nim.
-No widzę, że
jest. Miło mi, kurwa, bardzo. Robimy wypad po zaopatrzenie, zbierz paru
chłopaków.
Teraz słowa szefa
odwzajemnione zostały ogólną aprobatą. Po zaopatrzenie jeździli rzadko, ale nie
było to dziwne, bo podstawy szef fundował im z własnej kieszeni, sami płacili
dopiero za coś ekstra. Kapitan pilnował, aby chłopaki byli odpowiednio przygotowani
do każdej akcji. Dopuszczał odchyły, inne style, niestandardową broń, o ile
rezultaty były zawsze takie same- mission completed.
-Ci najbardziej
bitni i agresywni mają jechać. Żebyś mi tu teraz nie zostawił jakiś problemów,
bo się jeszcze pozabijają z … no. Wiesz, Szerif- Churchill wyszeptał mu na
osobności.
-Wiem, Kapitanie.
A co z…
-Traktujemy jak
naszego. Ale im mniej chłopaków teraz tu zostanie tym lepiej.
-To może zostawić
kogoś żeby przypilnował?
-Nie. Nie będę
procedur otwierał. Jesteśmy najemnikami, a nie bandą przedszkolaków to niech i
ona sama się pilnuje. Jest u nas, niech się nauczy zachowywać jak nasza.
-Szefie… bo szef
to mówi jakby ona tu miała już na zawsze zostać,- Szerif potarł niepewnie
czoło, czując, że pytanie jest w tym momencie kłopotliwe.
-Niczego nie
wykluczamy. Zlecenie jest jasne, ale nie wyjaśniaja całości naszego… problemu,-
Kapitan poprawił kurtkę od polowego munduru i krzyknął za siebie- Ruchy,
panowie! Wypad za 5-0!
-Jeśli można, to
jakie są wewnętrzne cele? Odnośnie… nowej.
-Przyjąć,
zaangażować, pozwolić działać. Tyle.
-Tak jest-
niesalutując naprężył się i patrzył jak szef odchodzi.
Kiedy Churchill
zniknął już za metalowymi drzwiami, odwrócił się do biurka i rozwalonych na nim
papierów. Wygrzebał spod sterty całkowicie niezbędnych i ważnych dokumentów
zeszyt w kratkę, a potem zanurkował po długopis. Wypisał na marginesie tych chłopaków,
którzy musieli jechać i tych co powinni. Wszyscy nadal stali wokół nieruchomej
nowoprzybyłej, więc nie musiał na nich wykrzykiwać, tylko szybko wywalił z
bazy, tylu ilu się dało, od reszty spisał ewentualne zamówienia na amunicję i z
niechęcią zwrócił się do niej.
-Przydzielimy Ci
standardowe wyposażenie, ale może chcesz czegoś specjalnego?
Patrzył na nią z
wymuszoną uprzejmością i skrywanym głęboko zainteresowaniem. Odwróciła się do
niego chowając dłoń po kurtkę. Odskoczył odruchowo, machając ręką przy pasie,
gdzie wisiał jego ukochany rewolwer.
-Spokojnie-
wyjęła powoli pistolet trzymając go w dwóch palcach, tak by luźno zwisał lufą w
dół. Potrafiła w mgnieniu oka zmienić uchwyt i trafić w nieruchomy cel w
odległości do 200 metrów, ale Sherif tego nie wiedział, więc trochę się
uspokoił. Wyjęła magazynek i sprawdziła ile kul zostało.
-Hm… cztery i
jedna w komorze to za mało, więc poproszę o dwa pełne magazynki. .22 LR
standard, no chyba że znajdziecie tam paczkę czegoś fajowego,- schowała broń.
Najemnik nadal
napinał mięśnie gotowy na jakikolwiek gwałtowny ruch. Gdzieś za nimi
zaskrzypiała kanapa, zasyczało odkapslowane piwo.
-Nie zapisałeś,-
powiedziała wskazując na notes.
-To wszystko?-
tamten zreflektował się i wybazgrał coś u dołu strony.
-A można coś
więcej? Bo szczerze, to napiłabym się czegoś innego niż piwa, a chyba tylko to
tu macie. Czy mogłabym prosić o skrzynkę coca-coli?
-Zobaczę…-
spojrzał na nią spod byka i odszedł.
Metalowe drzwi
głośno trzasnęły, żwir zachrzęścił i na całą okolicę pozostało już tylko
czterech niebezpiecznych ludzi.
I potwór.
1 komentarz:
Ciekawie móc znów czytać nowe wpisy. Jak zawsze wciąga
Prześlij komentarz