Dodatki na bloga

11/28/2017

43 Zimne Kafelki



Osłoniła się dłonią, promienie porannego światła nieprzyjemnie kłuły ją w oczy. Rozmasowała odcisk na policzku, którym opierała się o szybę. Biały golf buczał nieprzyjaźnie na podjeździe do bloku. Wygramoliła się z wozu.

                -Podrzuć plecak wujkowi, okej?- przeciągnęła się.
                Nie odpowiedział. Najemnik nigdy nie był szczególnie rozmowny. Po za tym nagle z jakiegoś powodu zrobił się strasznie zły.
- A płaszcz – zignorowała miny mężczyzny, zdjęła odzienie i rzuciła na fotel,- Piotrusiowi. Nie chcę go wyrzucać, bo fajny…
-Będziesz mi, kurwa, następnym razem biegła za samochodem- Łysy zmierzył ją wzrokiem i odjechał, prawdopodobnie znowu obrażony.
-Okej… - odpowiedziała niemrawo i nieprzytomnie powlokła się wejścia.
Nawet nie zastanawiała się o co mu chodziło.

W mieszkaniu było ciemno, zewnętrzne rolety tłumiły też dźwięki.
Schyliła się, żeby rozsznurować buty, ale ciężar ciała przeważył i oklapła na ziemię. Odrzuciła trepy pod szafkę, na stertę różnych innych pantofli bojowych, podniosła się z jękiem i ruszyła do kuchni. Po drodze odwiesiła klucze na haczyk, breloczek z nordyckim smokiem nieprzyjaźnie głośno brzęczał ale był miły w dotyku, delikatnie chropowaty. Słońce wpadające przez szpary w rolecie odsłaniało przed mrokiem nienaganny blat, rzędy prawie pustych szafek i półek, wazę na owoce (bez owoców), srebrną lodówkę i stojące przy parapecie krzesła. Sam parapet był tutaj najczęściej używany- jadła przy nim śniadania i sporadycznie kolacje, czasami zostawała na nim niedokończona książka.
Napełniony wodą czajnik wylądował na kuchence, dziubkiem zwrócony do lodówki, gdzie i ona spojrzała. Otworzyła szafkę z talerzami i lodówkę jednocześnie, i tak samo zrezygnowana, w jednakowym momencie je zamknęła. W środku nie było ani nic do jedzenia, ani talerzy. Kliknęła na migający przycisk zmywarki, cóż za marnotractwo prądu na komplet czterech talerzy, sztućców i szklanek. Włożyła saszetkę owocowej herbaty do kubka, też przed chwilą wyjętego ze zmywarki i jeszcze raz zaglądnęła do lodówki. Nadal nie było tam nic ciekawego. Przypomniawszy sobie o nie zamkniętych drzwiach wejściowych, westchnęła, wróciła do nich i zaryglowała je na trzy zamki. Specjalnie nawet nie zerknęła w lustro, nie chciała widzieć tego obrazu nędzy i rozpaczy, do którego się doprowadziła.
                Na chwilę oparła się prawym ramieniem o framugę, ale w końcu zostawiła wejście do kuchni i potupała do łazienki obok, wciśniętej też między schody. Dreptała po włochatym chodniczku i szybko zdejmowała ubrania, zostawiając je na zimnych kafelkach. Po każdej akcji czuła się zawsze taka wymiętolona, nieprzyjemnie odpychająca. Brud z niej spływał, ale krew zostawała na rękach. Zawzięcie szorowała więc ciemnokasztanowe włosy, zaprawioną w udawaniu obojętnej, a jednak delikatną twarz, łabędzią szyję. Truskawkowy szampon tworzył masę piany, spływającej jej do stóp jak chmurki. Gwizd powoli stawał się coraz głośniejszy i darowała sobie oblewanie się lodowatym strumieniem, tylko od razu otuliła się ręcznikiem i wyskoczyła boso wyłączyć czajnik.
Kafelki w kuchni też były zimne, skulonymi palcami u stóp starała się więc ich nie dotykać. Oparła się o parapet, rozmieszała resztkę cukru i wreszcie upiła łyk rozgrzewającego napoju. Ciekawe gdzie zgubiła ostatnią książkę? Nie ważne, teraz i tak nie miała siły czytać. Patrzyła na różowawy napój jak na taflę mrocznego jeziora, które wysysało z niej wszystkie myśli. Opuszkami palców gładziła zakrzywione ucho, bez nadziei na obudzenie zbłąkanego Dżina. Wreszcie przetarła maślane oczy i zostawiła lodowatą już herbatę, tylko po to aby wstać i chwiejąc się znowu opaść na spracowane krzesło. Jęknęła podchodząc do kolejnej próby ruszenia się z miejsca.
                Rozważyła możliwości. Ostatnio obiecała sobie, że nie będzie się już walać po podłogach, bo i tak zdarzała jej się odpłynąć, więc zostałaby jej tylko zimna, skórzana kanapa, której jawnie nie cierpiała. Dreszcz przeszedł jej po plecach. Całe mieszkanie wydawało się teraz być strasznie zimne. Ciemnica jak grobowiec, przygotowany specjalnie na jej zmaltretowane zwłoki. Nie, zwłokami jeszcze nie była, a truchtając po schodach z każdym krokiem zdawała sobie z tego sprawę.
                Nie odnalazłszy piżamy, półprzytomna wsunęła się nago pod kołdrę.  Wtuliła się w ulubiony kocyk i po krótkiej modlitwie zapadła w całkowitą nieświadomość. Nawet nie zdążyło jej się zrobić ciepło, kiedy już usnęła.
                Była koszmarnie zmęczona.

Brak komentarzy: