Dodatki na bloga

12/05/2017

44 Okruchy porcelany



                 Nie patrzyła na niego.
                Stała tyłem usilnie próbując się czymś zająć, zainteresować albo coś arcyważnego musieć kontemplować. Nie pozwoliła mu podnieść rolety, ale i tak to zrobił, i chociaż tylko do połowy, światło było nieznośne. Tutaj okien nie zasłaniał już żaden inny blok, czy wieżowiec, bo mieszkanie położone było w najwyższym punkcie kamienicy. Otrząsnęła wymyty kubek z wody i spojrzała na niego przymykając oczy.

                -Chcesz? – spytała zdejmując czajnik z ognia.
                -Wy i te wasze nawyki… - Piotruś pokręcił głową, potrząsając papierowym kubkiem z kawą.
                -Herbata jest spoko – uśmiechnęła się słabo, wdychając zapach zaparzonych malin.
                Kamerdyner Hanselhoffa siedział na jej jedynym krześle zwrócony profilem do okna, ale całą twarzą ją obserwując. Zaciśnięte w cienką kreskę usta przez chwilę wyrażały pogardę, jaką odczuwać może na przykład wegetarianka do lubujących się w krwistym, czerwonym mięsie, albo beretowa babcia z autobusu miejskiego do zbłąkanego metala (takiego chłopca w czarnych ciuchach, glanach, z długimi włosami i najlepiej jakimiś nabijanymi ćwiekami akcesoriami). Szybko się jednak opamiętał i wrócił do lekceważącego zniechęcenia.
                -Łysy złożył za ciebie raport – oświadczył.
-Taa… yhm… Ej, a co z moim płaszczem?
Gdzieś w głębi budynku rozległ się trzask drzwi, tupanie na klatce schodowej.
-Śmieć. A czego się spodziewałaś? – zakpił.
Wzruszyła ramionami.
-Dokumentów było więcej niż oczekiwał – wrócił do tematu.
-Jakoś tak nie chciało mi się przeglądać co biorę. W szczególności, że nie powiedziałeś, kogo wynajęła Sztajer. A może Gryzzli sam się tam przypałętał, co? 
Teraz to Piotruś wzruszył ramionami.
-Tylko nie mów, że szpieg wam tego ludzio-niedźwiedzia przeoczył, bo kuźwa nie uwierzę… - warknęła. - Z resztą nie ważne. Nikt mi nie powiedział, że niedźwiadek był pod ochroną.
-„Był” znaczy… - spojrzał na nią z iskierką w oku.
-Dobrze wiesz co to znaczy- wycedziła przez zaciśnięte zęby.
-Baaaajecznie – mruknął pod nosem ukrywając zadowolenie.
Zamarła. Gniew i furia przyszły błyskawicznie.
-… no nie! Ja pierniczę! – walnęła wściekle kubkiem o blat. – Ty szujo! Specjalnie mnie tam nasłałeś żebym wykończyła Grizzliego, a nie po żadne papiery! O ile podwyższyli stawkę, Piotruś, co? Dwa razy tyle? Pięć? Dziesięć?!
- Przecież sobie poradziłaś…
- Dobrze wiesz, że nie zamierzam załatwiać jakiś twoich prywatnych zleceń – stanęła nad nim. – Chcesz, to sam zostań łowcą głów, ale mnie do tego nie mieszaj.
-Dobrze już, dobrze – podniósł ręce na znak poddanej. – Następnym razem…
-Nie będzie następnego. Zrozumiano?!
-Okej, okej, nie denerwuj się – wcisnął się w ścianę czując jak jest wściekła.
Stała tak nad nim dobrą chwilę, patrząc jednak w pustkę, widząc coś całkowicie innego niż tą bladą twarz dzieciaka wychowanego w świecie przestępczości i ciemnych machlojek. Nagle oderwała się od tego, cokolwiek stało jej przed oczami, i jak ręką odjął otrzeźwiała z emocji. Spojrzała na samotne ucho od kubka, które trzymała, bo pozostałości naczynia w okruchach rozbryznęły się po całej kuchni.
-Cholera… - westchnęła. – To był mój ulubiony.
Gdzieś pod blokiem rozszczekały się wściekłe psy- jeden brzmiał jak trzymany zawsze na kolankach przez nadopiekuńczą pańcię całująca go po pyszczku, labrador z nadwagą; drugi jak rozleziony pupilek Sebiksa, który kupując pomylił sobie kundla z rotwailerem, bo napruty tanim browarem zawsze wszystko widzi w ładniejszych kolorach. Ktoś zaczął coś krzyczeć, właściciele zawzięcie targali smyczami i odciągali zwierzątka w przeciwną stronę. Okolica znowu ucichła.
Dziewczyna zaczęła zmiatać podłogę, ale wychodziło jej to słabo. Kawałki szkła walały się dosłownie wszędzie, a w bose stopy wbił się właśnie kolejny, powodując serię syknięć, kiedy wyjmowała go z rany. Piotruś obserwował ją zaniepokojony, zastanawiał się, czy już może się odezwać. Nie pozwoliła mu prostując się i odzywając jako pierwsza.
-Tylko po to mnie tak wcześnie obudziłeś? – oparła dłonie o biodra. - Jest dopiero dziewiąta.
Nie musiała mówić jak bardzo jest jeszcze zmęczona, bo mało skoordynowane ruchy i ta rozwlekłość w składaniu myśli mówiły same za siebie. Piotrusiowi też trochę czasu zajęło wymyślenie dobrej odpowiedzi, ale zdołał zebrać się na odwagę aby się odezwać.
- Julia… spałaś cztery dni…
Zaskoczyło ją to.
- C-co?
-Nooo… Nie odbierałaś, ani nie otworzyłaś Łysemu, więc Hanselhoff kazał mi sprawdzić czy coś ci się nie stało – wyrzucił z siebie z zażenowaniem.
Patrzyła na niego głupkowato.
-No to kurcze widzę, że macie niezły refleks. Cztery dni…- bąknęła i wyszła z kuchni.
-E-ej! – wybiegł za nią cudem omijając kawałki jej ulubionego kubka.- I co ty teraz zamierzasz zrobić? Szef na ciebie czeka!
-Ach tak? To powiedz mu, że przyjdę, jak się wyśpię – rzuciła przez ramię wspinając się po schodach.
-To znaczy kiedy dokładnie, jeśli mogę wiedzieć?

-Po śmierci – zakpiła.

Brak komentarzy: